A raczej prawie poświątecznie, bo święta jeszcze oficjalnie trwają. Pierwsza Wigilia mojego męża za nami. Było wspaniale, atmosfera była bardzo rodzinna i wesoła. Mój dzielny małżonek spróbował wszystkich dwunastu potraw, chociaż mu mówiłam, że nie musi. Bardzo jestem z niego dumna.

A Warszawa, moje kochane miasto, wyglądała pięknie. Oświetlony Trakt Królewski wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Choinka na Placu Zamkowym (na zdjęciu powyżej) była w tym roku w kolorze fioletowym. Lubię taką świąteczną Warszawę, wprowadza mnie w odpowiedni nastrój wigilijny. I nawet tłumy w sklepach nie potrafiły zepsuć mi humoru. A teraz, już w domu, odpoczywamy po jedzeniowo-podróżniczym szaleństwie ostatnich czterech dni. Dzisiaj dzień kanapowo-książkowy. Mój ulubiony.