Week2

To nie był bardzo ekscytujący tydzień. Na uniwersytecie mieliśmy tydzień wolnego od zajęć, ze względu na egzaminy, więc w zasadzie nie wychodziłam z domu. 

Zabrzmiało to dosyć ponuro, zupełnie jakbym nie miała życia poza uniwersytetem. Nie jest aż tak źle. Po prostu najpierw uczyłam się do egzaminu, a potem zabrałam się za tłumaczenie fragmentów tekstów, które, mam nadzieję, dopuszczą mnie do warsztatów dla tłumaczy literatury.
Jak widzicie na zdjęciach tydzień był nie tylko naukowo-tłumaczeniowy, ale też jedzeniowy. Zaczęliśmy angielskim śniadaniem (2), które przygotował mój szanowny mąż. Nawet herbatę piłam z mlekiem, żeby tradycji stało się zadość. Na talerzu widzicie jajko sadzone, fasolkę w sosie pomidorowym, kaszankę i opieczony chleb. Było pysznie, ale nie mogłabym codziennie zjadać tak dużych śniadań.
To był też tydzień kuchennych eksperymentów. Zrobiłam nowy deser, nazwałabym go sernikowym przekładańcem (5). To masa sernikowa w amerykańskim stylu, bez pieczenia, przełożona pokruszonymi ciasteczkami czekoladowymi (chocolate chip cookies). Serwowałam je z bitą śmietaną posypana zmielonymi ciasteczkami. Słodkie jest to przeokropnie, ale A. się zajadał i wołał o więcej.
A. w ramach eksperymentów zrobił zupę fasolową z brązowej fasoli, z dodatkiem smażonej papryki i kleksem z mascarpone (1). Była pyszna i tym razem ja wołałam o więcej.
Jesień nie jest taka zła, kiedy serwuje mi taki piękny widok z okna sypialni (4). W tym roku kolory na placu przed naszym domem zachwycały. Teraz drzewa tracą już liście, ale jeszcze jest złocisto-zielono-czerwono. Taką jesień to ja lubię.
W środę Flow obdarowało mnie cytatem amerykańskiego psychiatry i pisarza M. Scotta Pecka (3): “Właściwie możesz robić prawie wszystko. Jeżeli tylko dasz sobie na to trochę czasu”. Doskonale wpisuje się to w mój post o spełnianiu marzeń. Takie cytaty zawsze wywołują uśmiech na mojej twarzy.