Chcieć to móc!, wykrzykuję od czasu do czasu. Nie do siebie, do innych. Szczególnie do tych narzekających, że nic im się nie udaje i nic w życiu nie osiągają. Popycham ich do działania, bo przecież trzeba próbować. Poza tym, jak mawia mój tata, lepiej żałować czegoś, co się zrobiło niż czegoś, czego się nie zrobiło.

Łatwo jest dawać rady innym. Gorzej samemu się do nich zastosować.

Są rzeczy, które bardzo, ale to bardzo chcę w życiu robić. Są pewne projekty, które bardzo, ale to bardzo chcę zrealizować. Z niektórymi noszę się już kilka lat, z innymi dopiero kilka miesięcy. Od realizacji powstrzymuje mnie strach. Powinnam powiedzieć powstrzymywał. Czas przeszły.

Strachy na lachy, mogę dzisiaj powiedzieć. Przystąpiłam do realizacji planów. Serce wali mi jak szalone nawet teraz, gdy o tym piszę. Gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że to szaleństwo i pewnie nic z tego nie będzie. Na szczęście nie daję się jej już przekonać i spycham ją w coraz głębsze czeluście zapomnienia.

Nadszedł czas działania. Wiem, że będzie to droga pełna obaw, ale czekając na odwagę jeszcze nikt nic nie osiągnął. Trzeba się przełamywać, pomimo strachu, działać. Tak przemawiam do siebie.

Pierwsze kroki zrobione, pierwsze rozmowy przeprowadzone. I wiecie co? Nie było tak strasznie. Można powiedzieć, że było przyjemnie. Moje pomysły spotkały się z entuzjazmem zainteresowanych. Teraz jeszcze muszę przekonać kolejne osoby i mam nadzieję, że wielka realizacyjna machina ruszy z kopyta.

Chcieć to móc!