Dom na odludziu

Dom na odludziu wygląda coraz bardziej atrakcyjnie. Z dala od hałasu, wiecznie wyjących dzieci, sąsiadów i ich szlifierek o 7 rano i fanów piłki nożnej. Ostatni tydzień obfitował w te właśnie atrakcje, nie było ani chwili spokoju.

Ja, wychowana w Warszawie, marzę o domu daleko od miejskich atrakcji. Nigdy bym siebie nie podejrzewała o takie zachcianki jak cisza, spokój, natura, może nawet ze dwie nioski. Może to zmęczenie materiału? Przyznam, że odkąd zakończyły się muzyczne wyskoki zza ściany, nie wkurzali mnie sąsiedzi. W tym tygodniu dali mi jednak popalić.

Zawsze lubiłam mieszkać w mieście. Wszędzie blisko, mnóstwo możliwości, kina, teatry, sklepy, itd. Okazuje się jednak, że do kina prawie nigdy nie chodzę, do teatru jeszcze rzadziej, zakupy najchętniej robię przez internet, a jedyne czego by mi naprawdę brakowało to częste wizyty w bibliotece. Starość?

Teraz marzy mi się mieszkanie w głuszy, gdzieś gdzie nikt nie będzie hałasował, gdzie będę mogła spędzić dzień w całkowitej ciszy, czytając, pisząc, tłumacząc. Oczyma wyobraźni widzę siebie siedzącą przy biurku i w zamyśleniu spoglądającą na las rozpościerający się za oknem. Ach, pomarzyć zawsze można. Kto wie może kiedyś…