DSC03301.JPG

Wielu z nas się czegoś boi. Często są to lęki, mające oficjalną nazwę. Arachnofobia, lęk przestrzeni, klaustrofobia. Tych fobii jest mnóstwo i pewnie u każdego by się coś znalazło. Ja jednak najbardziej obawiam się strachu, który mnie blokuje w działaniu, w codziennym życiu, w realizowaniu celów, spełnianiu marzeń. Ten strach pojawia się i znika, czasem on rządzi mną, a czasem, coraz częściej, ja rządzę nim.

Walczę ze strachem, bo chcę prowadzić nieustraszone, odważne życie. Bycie nieustraszonym nie oznacza, że strach jest nam obcy. Nieustraszeni nie pozwalają tylko mu się zdominować. Jak mówi w swojej książce, On becoming fearless, Arianna Huffington, życie w strachu to największa obraza nas samych, a ja nie chcę siebie obrażać. Nie chcę też, żeby strach przeszkadzał mi w sięganiu dalej i osiąganiu celów. Dlatego też uczę się nad nim panować.

Huffington w swojej książce pisze miedzy innymi o pokonywaniu swoich lęków. Nie chce się wierzyć, że kobieta, która tyle osiągnęła mogła mieć w sobie tyle niepewności. Jednak za każdym razem udawało się jej przełamać strach i dzięki temu mogła sięgać coraz dalej.

Zastanawiam się też, czy ten strach, to nie jest coś typowego dla kobiet. Czy mężczyźni nie boją się mniej, czy może mają go lepiej pod kontrolą? To jednak kobietom częściej zdarza się odpuszczać, nie próbować. Bo i tak się nie uda, bo to nie moja specjalizacja, bo nie mam doświadczenia, itd, itp. Mężczyźni częściej po prostu próbują, wydaje się, że bez zastanowienia. Jednak w tym szaleństwie jest metoda. Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że próbując nic nie tracimy. Możemy się tylko dowiedzieć czegoś nowego o sobie, może nawet nauczymy się czegoś, co nam pomoże w przyszłości, przy kolejnej próbie.

Powoli staję się nieustraszona. Uczę się pokonywać lęk. Małymi krokami dążę do celu, bo nie chcę żyć w strachu i za kilka lat zastawiać się co by było gdyby.