IMG_2340

Jest głośno. Nikt nie szepcze, telefony dzwonią, słychać śmiechy, rozmowy i pobrzękiwanie porcelany. Tak przynajmniej jest w mojej, haarlemskiej bibliotece. Doskonale pamiętam moją pierwszą tam wizytę. 

Moje zaskoczenie było spore. Rozglądałam się niepewnie, oczekując groźnie spoglądającej pani bibliotekarki, wyłaniającej się bezszelestnie zza jednego z regałów, z groźną miną i palcem na ustach uciszającej hałasujących. Przyzwyczajona do szeptania i bezgłośnego chodzenia, a w zasadzie suwania na specjalnych szmatkach, po bibliotece, nie do końca rozumiałam co się wokół mnie dzieje.

Okazuje się, że biblioteka może być miejscem spotkań, dla dorosłych i młodzieży. W specjalnej części dla dzieci, rodzice czytają na głos swoim pociechom, a maluchy biegają i ściągają książeczki z półek. „Raj na ziemi”, pomyślałam szybko. Biblioteka, która nie jest miejsce świętym, ale miejscem, gdzie ludzie chętnie przychodzą porozmawiać ze znajomymi lub nieznajomymi, poczytać czasopisma, posłuchać muzyki i wypożyczyć książki oczywiście.

Haarlemska biblioteka ma też miejsca do pracy i nauki, gdzie obowiązuje cisza. W tygodniach przedegzaminacyjnych jeszcze przed otwarciem dziedziniec biblioteczny wypełnia się uczniami i studentami, którzy za chwilę zapełnią stryszek. Lubię wtedy spędzić trochę czasu w kawiarni na dole. Obserwuję jak studenci, z lekkim amokiem w oczach, uzupełniają braki kofeiny i oddycham z ulgą, że to już za mną.

Lubię moją bibliotekę i wiem, że chociaż nałożyłam sobie zakaz wypożyczania książek dopóki nie pomniejszę domowego stosu, będę tam regularnie zaglądać. Pooddycham atmosferą, przejrzę kilka czasopism i dopiszę kilka tytułów do listy książek do wypożyczenia. Uwielbiam bibliotekę i cieszę się, że mam ją w zasięgu ręki.