Foto: Viktor Hanacek / picjumbo

Foto: Viktor Hanacek / picjumbo

Mam na imię Anna i jestem słoikiem, bo rodowici Warszawiacy też mogą być słoikami. Do tej pory nie woziłam słoików do domu z bardzo prostej przyczyny, bałam się, że się stłuką w bagażu. Podróże samochodem zmieniają sprawy. 

I tak tym razem przywiozłam z Warszawy słoiki z bigosem i pasztetem, oprócz tego brytfanki pasztetu, które od razu wylądowały w zamrażarce, kilka butelek trunków i inne smakołyki (już nie w słoikach). Wiem, że w zasadzie wszystko mogę zrobić sama, albo kupić w polskim sklepie. Nie ma to jednak jak pyszności przywożone od rodziny.

Poza tym jadąc do kraju rodzinnego nastawiłam się na zakupy książkowe i czasopismowe. Słabo mi to wyszło tym razem, bo wybór za duży i zupełnie nie wiedziałam co chwytać. Skończyło się na kilku książkach kucharskich. Szczególnie cieszę się z książki Agnieszki Maciąg i poszukuję dwóch poprzednich.

Ksiazki WAW

Kupiłam też kilka czasopism, w większości mi nieznanych, a widzianych na Instagramie. Mam nadzieję, że odkryję coś nowego do czytania, bo Twój Styl coś mi ostatnio nie leży. Kupiłam też Elle, bo dawno nie czytałam i zupełnie nie wiem czy to czasopismo dla mnie i Viva! Ze smakiem z Agnieszką Maciąg w roli głównej.

Czasopisma WAW

Buszując po warszawskich księgarniach postanowiłam, że będę zamawiać polskie książki przez internet, bo czekając na wizytę w Polsce życie sobie utrudniam. Stoję potem w księgarni jak osiołek i zupełnie nie wiem co wybrać. Najpierw jednak muszę zmniejszyć stosy książek zalegających w domu, bo inaczej obawiam się, że niedługo nie będę się mogła normalnie przemieszczać po dużym pokoju.