image1

Jestem we Włoszech, moim ulubionym kraju. Mogłabym tu spędzać wszystkie wakacje. Nie wiem dlaczego, ale tutaj czuję się najbardziej w domu. Może bocian miał zaburzenia kierunku? No dobra, ale ja nie o tym chciałam mówić, tylko podróżowaniu.

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię naszą starą, dobrą Europę. Pewnie, że są miejsca daleko stąd, które chciałabym zobaczyć, ale ciągle ciągnie mnie najbardziej do zwiedzania własnego kontynentu. Ogromną zaletą podróżowania po Europie jest możliwość podróżowania samochodem. Bo chyba nic nie daje poczucia bycia w podróży lepiej niż przemieszczanie się powoli. Pociąg i samochód to moje ulubione formy jeżdżenia na wakacje.

Od razu wyjaśniam, nie boję się latać. Latanie jest u nas w domu codziennością. Ja już nie pracuję w powietrzu, ale A. nadal lata i może właśnie dlatego najchętniej wybieramy się w podróż samochodem. Latanie kojarzy nam się z pracą, nie z przyjemnością, bo chociaż staramy się zrelaksować w samolocie, to jednak zawsze jesteśmy czujni. Zupełnie bez sensu, ale jakoś tak to już jest.

Tym razem poniosło nas do Włoch północnych, w okolice jeziora Garda, ale nie nad samą wodę. Cisza, spokój, ptaszki ćwierkają, drzewka oliwkowe rzucają trochę cienia, wiosna w pełni. A. trenuje, a ja czytam, piszę i ćwiczę z Ewą Chodakowską. Tak, tak. Koniec lenistwa, czas zacząć się intensywnie ruszać. Szczególnie, że po powrocie czeka mnie kolejna lekcja Ballet-Fit i wolałabym na niej nie paść na twarz.