Foto: Luis Llerena

Foto: Luis Llerena

Jako że słownik języka polskiego nie zna słowa prokrastynacja, a ja lubię używać poprawnej polszczyzny, będzie o grze na zwłokę. Zaprzyjaźniłyśmy się w ostatnim czasie bardzo, a teraz próbuję zniszczyć nasze świetne relacje. 

Pojawiły się bardzo konkretne sprawy. Tłumaczenie do zrobienia na konkurs, kolejne dla tutejszej Fundacji dla Literatury, teksty do napisania i wysłania i jeszcze parę innych projektów, które muszę ruszyć. Są konkrety, jest i strach, a w związku z tym jest i gra na zwłokę.

I tak dzisiaj poczytałam książkę (po polsku, bo to wspomoże tłumaczenie), wyniosłam śmieci, wymieniłam żwirek w kuwecie, odkurzyłam mieszkanie, poćwiczyłam, podcięłam końcówki i sprawdziłam połączenia kolejowe pomiędzy Haarlemem i Londynem. Wszystko, byle tylko uniknąć białej kartki.

Wiem, że muszę zacząć. Tak po prostu. Telefon do szuflady i do roboty. Dasz radę! – pokrzykuję do siebie jak trenerka fitnessu. Oby podziałało.