Foto: Stefan Kunze / Unsplash

Foto: Stefan Kunze / Unsplash

Od czasu do czasu ktoś zadaje mi pytanie o powrót do Polski. Do tej pory moja odpowiedź była zawsze taka sama „Nigdy nie mów nigdy”. Nie wiem jak potoczy się moje życie i nie wiem gdzie będę za 5 czy 10 lat. Ostatnio jednak coraz częściej mam ochotę odpowiedzieć zdecydowanym nie. 

Dlaczego? Ano dlatego, że nie chcę mieszkać w kraju gdzie ludzie wzajemnie się nie szanują, gdzie inność wywołuje strach i za nim idącą agresję, gdzie obcokrajowcy to wielkie zło.

Tolerancja i szacunek to bardzo trudne pojęcia. Wychodzi też na to, że są szczególnie trudne w zastosowaniu w kraju katolickim, gdzie większość społeczeństwa jest wierząca i praktykująca. Ja się w takim razie pytam, gdzie w tej praktyce zgubiły się podstawowe wartości?

Czytam wiadomości z Polski i ściska mnie w żołądku. Ktoś podłożył świńskie mięso w Ośrodku Kultury Muzułmańskiej w Warszawie. Młody chłopak popełnia samobójstwo, bo jego inność wywołała falę nienawiści. Umiera młoda blogerka, a na jej stronie na FB pojawiają się hejterskie komentarze. 

Nie rozumiem tego zachowania. Zresztą przyjrzyjcie się zdjęciom komentujących, widocznym w poście Kamila. Co widzicie? Bo ja flagę, która jest symbolem tolerancji. Milczeniem chciałabym pominąć komentarz studenta Politechniki, pokazujący jak widziane jest w Polsce wyłamywanie się ze standardowego życia.

Wrzucanie wszystkich do jednego worka to kolejna kwestia. „Wszyscy muzułmanie to mordercy” i temu podobne teksty pojawiające się w komentarzach pod wiadomościami powodują, że dreszcz przechodzi mi po plecach. Gdy inni mówią, że wszyscy Polacy to awanturnicy, pijacy i antysemici, oburzamy się, bo przecież tak nie wolno, ludzie są różni.

Argument „bo tam nie wolno by mi było wybudować katolickiego kościoła” też do mnie nie przemawia. Skoro twoja religia jest lepsza, to pokaż jej lepsze strony. Pokaż, że jesteś tolerancyjny i szanujesz ich wyznanie. Pokaż tą otwartość, której brak zarzucasz innym.

Szacunek i tolerancja nie oznaczają, że wszyscy się ze sobą zgadzamy. Oznaczają, że potrafimy żyć obok siebie, bez potrzeby przekonywania innych do naszych „świętych” racji. To naprawdę nie jest takie trudne.