IMG_6084

Znajomość z książkami Katarzyny Bondy zaczęłam od „Pochłaniacza”. Książka pochłonęła mnie od pierwszej strony, a panią Bondę pokochałam i znienawidziłam. 

Za co pokochałam Katarzynę Bondę? Po pierwsze za styl i słownictwo, bo jak nie pokochać za takie słowa jak ‘safanduła’ czy ‘winkiel’ oraz za pisanie bezpretensjonalne, wciągające na amen. Po drugie za świetnie zbudowaną fabułę i za Saszę, główną bohaterkę.

Miałam dużo szczęścia, że gdy kończyłam pierwszą część przygód Saszy Załuskiej, akurat wychodziła część druga – „Okularnik”. Dzięki temu nie musiałam czekać, na głodzie, na następną dawkę doskonałej prozy.

IMG_6083

„Okularnik” wciągnął mnie nie mniej niż „Pochłaniacz” i oderwał mnie od pracy. Tłumaczenie leżało odłogiem, felieton również. Książka chwyciła mnie za gardło i nie puszczała. Nie mogłam przestać o niej myśleć. Dlatego też dzisiaj rano postanowiłam ją skończyć, żeby móc wrócić do swoich obowiązków.

Z jednej strony czuję lekki niepokój, że kolejna część ukaże się dopiero w 2016 roku. Z drugiej jednak lekką ulgę, bo takie ciągi czytelnicze nie są dobre dla mojej zawodowej przyszłości.

Sięgnijcie po książki Katarzyny Bondy. Uprzedzam jednak uczciwie, że jej proza uzależnia. Nie zaczynajcie więc czytania, kiedy wiszą nad wami ważne terminy.