Axel

Facet w granatowej koszuli. Ten, przez którego znalazłam się w Holandii. On, A., moje miejsce na ziemi. To do niego wracam z podróży. To on jest moim korzeniem. Dla niego walczę o siebie, o marzenia, o spełnienie. On mnie tu ściągnął i za nim pojechałabym na koniec świata. 

Katarzyna Tubylewicz powiedziała kiedyś, że Grażyna Plebanek ma korzeń w sobie. Bardzo mi się to określenie spodobało. Długo szukałam określenia na siebie i wtedy je znalazłam. Bo ja nie jestem emigrantem tęskniącym, czuję się dobrze tu, gdzie jestem. A to, że jest to akurat Holandia ma najmniejsze znaczenie. Równie dobrze mogłyby to być Francja, Belgia czy Włochy.

Potrafię się czuć dobrze wszędzie, pod warunkiem, że on jest przy mnie. Bez A. jestem niespokojna, mam ciągłe poczucie braku, tęsknoty właśnie. Tęsknoty za domem, za ciepłem, spokojem w duszy. Mój korzeń to mój mąż. Moje miejsce na ziemi.

 

Jeżeli chcecie poczytać o emigracji z innej, alfabetycznej, perspektywy, zajrzyjcie na blogi moich koleżanek z Klubu Polek na Obczyźnie. Spis znajdziecie tutaj