deathtostock_lonely_commute-04

Zdjęcie: Death to the Stock Photo

Czasem mam wrażenie, że moja rodzina i znajomi w Polsce myślą, że moje życie to wieczne wakacje. A emigracja to codzienne wstawanie, chodzenie do pracy, gotowanie obiadów, sprzątanie, spotkania ze znajomymi, wieczory na kanapie, życie po prostu. Moje życie na emigracji nie jest wyjątkowe. Oczywiście, że jest inne niż to w Polsce, ale na pewno nie są to wakacje.

Mam wrażenie, że z jednej strony ci, co zostali w kraju żałują emigrantów, a z drugiej patrzą na nas tak, jakby nasze życie to było jakieś eldorado. Wszystko jest lepsze, łatwiejsze, bardziej kolorowe. Nie wiem skąd te sprzeczne przekonania.

Może emigranci tworzą wokół siebie taką aurę, a może jest to wynik obserwacji podczas wizyt w Polsce. Przecież jak przyjeżdżam, to mam tam wolne. Mogę całymi dniami szlajać się po mieście i pić wino w południe. Mam wakacje, mam czas, mogę sobie pozwolić na smakowanie życia. W tym czasie rodzina i znajomi chodzą dzielnie do pracy i wieczorem, zmęczeni, muszą jeszcze znosić moje towarzystwo i opowieści z całodziennych przyjemności.

Może potem ta sytuacja przekłada się, gdzieś w naszych umysłach, na wyobrażenie o całokształcie życia emigranta, bo przecież to w Polsce jest zwykłe życie, a ja wyłamuję się ze schematu.

Wyjaśnijmy to raz na zawsze: emigracja to zwykłe życie, w innych warunkach, w innym języku, ale jednak tak bardzo podobne do tego w Polsce.