deathtostock_sweat-10

Zdjęcie: Death to the Stock Photo

Kiedy planowałam ten rok, jedną z rzeczy, które zapisałam na mojej tablicy było „na koniec roku będę fit”. Nie napisałam, że schudnę, że będę ćwiczyć 4 razy w tygodniu, zacznę chodzić na siłownię i basen, będę wstawała o 5 rano, żeby ćwiczyć jogę. Tu chodzi o uczucie, że w tym roku zrobiłam wszystko co mogłam dla ciała i duszy. Chcę być fit fizycznie i mentalnie. Tylko tyle i aż tyle.

W czerwcu zeszłego roku, w dniu urodzin, obiecałam sobie, że w wieku czterdziestu lat będę w życiowej formie. Kończyłam trzydzieści osiem lat i perspektywa budowania tejże formy przez kolejne dwa lata wydawała się rozsądnym pomysłem. Dzisiaj, ponad pół roku później zaczynam lekko panikować, bo mało z tych planów wyszło.

Ja wiem, że świat się nie zawali jeżeli mi się nie uda, ale tak bardzo chcę to zrobić dla siebie, dla własnego dobrego samopoczucia. Wiem, że ćwiczenia dobrze na mnie wpływają. W okresach, w których regularnie uprawiam sport jestem szczęśliwsza, mam więcej energii i mam wrażenie, że świat się do mnie uśmiecha.

Do tego dochodzi zdrowie fizyczne. Ponieważ mam bardzo luźne stawy, zaleceniem ortopedy jest regularne ćwiczenie i wzmacnianie mięśni. Wiem, że ma rację, bo sport pomaga mi w bezbolesnym życiu. Brak ćwiczeń wiąże się u mnie z bólami bioder, kolan i pleców.

Niestety mam ze sportem bardzo trudną relację. Raz kocham, zaraz potem nienawidzę. Dlatego trudno mi jest utrzymać regularność treningów. Dlatego też postanowiłam dzielić się tutaj moją walką. Mam rok i trzy miesiące na wypracowanie życiowej formy. Nie będzie łatwo, ale mam nadzieję, że dacie mi kopa w tyłek jak zacznę odpuszczać.

Tydzień zero to robienie planu. Od stycznia śmigam regularnie na rowerku stacjonarnym i buduję bazę. Bazę, której bardzo potrzebowałam, żeby ruszyć z ćwiczeniami całego ciała. Tutaj do gry wchodzi Ewa Chodakowska i jej programy. Lubię z nią ćwiczyć, bo przemawia do mnie spokojnym głosem, wszyscy krzyczący instruktorzy fitnessu mnie odrzucają.

Plan jest jak następuje:

• 3 razy w tygodniu program Chodakowskiej. Mam ich kilka, więc mogę sobie różnicować, żeby mi się nie znudziło.

• 2 razy w tygodniu rowerek stacjonarny, 45 minut.

• 1 raz w tygodniu długi spacer, 45 minut.

Do tego dochodzi codzienne stawianie 10 000 kroków. Również w dzień odpoczynku.

Z czasem chciałabym dodać do tego krótkie sesje (10-15 minut) jogi rano, ale to później, na razie o tym jeszcze nie myślę na poważnie.

Raz w tygodniu będę zeznawać jak mi poszło. Liczę na Wasze wsparcie i doping. Pomożecie?