IMG_8817

Zniknęłam, tak zupełnie. Mimo zapału i wielkich chęci, nie dałam rady. W końcówce września podpierałam się nosem. Przespane noce były nieosiągalnym marzeniem, a sińców pod oczami nie przykrywał nawet najlepszy podkład. Chciałam tańczyć w deszczu, ale organizm odmówił posłuszeństwa. I miał rację, bo potrzebowałam oddechu, dystansu do codzienności, całkowitego oderwania.

Nic nie odrywa od codzienności tak dobrze jak solidna różnica czasu. Uciekliśmy do Kalifornii. Dziewięć godzin różnicy. Nagminny brak internetu i zasięgu. Natura, cisza, zupełny spokój. Tego mi było trzeba.

Powroty bywają trudne, ale z wakacji przywiozłam ze sobą wewnętrzną siłę, nowe pokłady energii, która pozwala mi wzruszać ramionami na zawirowania w pracy, robić swoje i resztę czasu poświęcać sobie i swoim marzeniom. Snuję plany, pracuję nad paroma rzeczami, szukam nowych możliwości.