OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyrzeźbione przez moją teściową.

W poniedziałek, 29 stycznia, o siódmej rano obudził mnie telefon. Dzwonił mój mąż. Po półgodzinnej reanimacji zmarła moja teściowa. To nie tak miało się potoczyć. Przygotowywaliśmy się na pożegnanie już od roku. Tylko nie mieliśmy żegnać jej. To miał być mój teść. To telefon z wiadomością o jego śmierci miał mnie obudzić.

 

Tydzień później, poniedziałek 5 lutego. Właśnie skończyliśmy kolację. Dzwoni brat mojego męża. Właśnie zmarł mój teść. Po długiej chorobie i tragicznej śmierci żony, pożegnał się z życiem. Szczęśliwy, że wreszcie mógł odejść.

Tydzień później, poniedziałek 12 lutego. Dwunasta w południe. Sala krematorium powoli wypełnia się rodziną, znajomymi i przyjaciółmi, naszymi i moich teściów. Zebrało się około stu osób. Przed nami dwie trumny. Dwie, tam, gdzie miała stać jedna. To nie tak miało być.

Moi teściowie byli małżeństwem ponad pięćdziesiąt lat. Znali się jeszcze dłużej. Zawsze razem, zawsze się wspierali i o siebie troszczyli. To najpiękniejsze pożegnanie jakie im mogliśmy dać. Do końca razem. Ramię w ramię.