Wszystko zaczęło się od wiadomości na WhatsAppie. Kuzynka przysłała mi zdjęcie pudełka agrestu z informacją, że bardzo chce być przerobiony na dżem. O tak! Uwielbiam agrest, a nie jadłam go odkąd mieszkam w Holandii, czyli jakieś 13 lat. Pudełko agrestu było więc wielkim szczęściem, bo bardzo stęskniłam się za tym smakiem.

Kiedy kuzynka wręczyła mi owe pudełko, ramiona wyciągnęły mi się do ziemi. Dostałam trochę ponad trzy kilo agrestu! Szaleństwo. Od razu zaczęłam kombinować co by tu z niego zrobić poza dżemem. No bo ileż można mieć dżemu w zapasie? Sięgnęłam po moją ulubioną książkę z przepisami na przetwory i znalazłam przepis na agrestowy krem (gooseberry curd). Tak jak cytrynowy krem (lemon curd) wszyscy chyba znają, tak o agrestowym jeszcze nigdy nie słyszałam.

Zrobiłam z podwójnej porcji, bo przecież musiałam przerobić trzy kilo agrestu. I powiem wam, że mogłabym go jeść łyżeczką prosto ze słoiczka. Coś niesamowitego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

450 gr. agrestu (mój był czerwony, ale jak zrobisz z zielonego, to krem będzie prawie biały)
skórka starta z jednej limonki
100 gr. masła pokrojonego w kostkę
200 gr. drobnego cukru
3 duże jajka plus 2 żółtka, roztrzepane

Agrest gotujemy z 85 ml. wody przez 5-10 minut, rozgniatając owoce łyżką, żeby puściły sok. Potem przecieramy owoce przez drobne sitko, żeby pozbyć się skórek i pestek. Miskę z przetartymi owocami stawiamy na garnku z wodą (au bain-marie) i dodajemy wszystkie inne składniki, jajko przelewając przez sitko. Podgrzewamy, mieszając drewnianą łyżką, do czasu aż wszystko jest dobrze wymieszane, gładkie i wystarczająco gęste (jak na odwróconej łyżce zostaje warstwa kremu to jest gotowe), 20-30 minut. Przelewamy do wyparzonych słoików. Powstrzymujemy się codziennie od wyjadania kremu ze słoika.

W międzyczasie gotowałam dżem. Na kilo owoców dodałam 700 gr. cukru (ale jak lubicie dżemy słodkie nie kwaśne, to dodajcie więcej cukru) i sok z dwóch cytryn. Zagotowałam do pierwszego wrzenia, przelałam do miski, przykryłam ciasno papierem i po ochłodzeniu wstawiłam na całą noc do lodówki. Następnego dnia gotowałam do uzyskania pożądanej konsystencji i przełożyłam do wyparzonych słoików.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na dżem poszło 2 kilo agrestu, na krem 900 gram. Zostało mi około dwóch szklanek i zastawiałam się co z tym fantem zrobić. Pomyślałam, że może jakieś ciasto, ale jakoś nie miałam pomysłu jakie. Zresztą po długim staniu w kuchni chciałam coś łatwego i w miarę szybkiego. Z pomocą przyszła mi Ania ze Strawberries from Poland. Zrobiłam ciasto z połowy porcji, bo inaczej byśmy go nigdy nie zjedli. Dodałam tylko całość agrestu przez co ciasto jest cudownie kwaskowe. I zamiast cytryny użyłam limonki, bo cytryny zużyłam do dżemu.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ania poleca podawać ciasto z cukrem pudrem, a ja polecam je z kremem agrestowym. To połączenie idealne. A match made in heaven jak mówią Anglicy.