Bycie szczęśliwym na idealnym obrazku stało się normą. Trochę w tym winy mediów społecznościowych, choć według mnie najwięcej jest w tym winy naszego ego. Chcemy pokazywać się światu od najlepszej strony. Chcemy, żeby inni myśleli, że nasze życie to nieustające pasmo sukcesów, na wszystkich frontach.

Patrząc na to co większość z nas pokazuje na Instagramie i Facebooku, można by pomyśleć, że nasze życie składa się z wakacji w tropikach, kolacji w ekskluzywnych restauracjach, spotkań z fascynującymi ludźmi, inspirujących konferencji i spokojnych poranków z ciepłym napojem w dłoni.

Nie zrozum mnie źle. Bardzo lubię Instagram i piękno pokazywanych tam zdjęć. Jedyne co mnie złości to fakt, że ludzie czują, że muszą przepraszać za gorsze dni, za dzielenie się nimi. Jak po raz kolejny widzę „wiem, że Instagram nie jest miejscem na takie rzeczy…”, to krew się we mnie gotuje. Wkurza mnie to, że mówienie o gorszych dniach, złym samopoczuciu czy innych problemach, stało się czymś wstydliwym, anormalnym. Nie mogę pogodzić się z tym, że niektórzy czują, że światu należą się przeprosiny za szczerość.

Od czasu do czasu pojawiają się głosy wołające o pokazywanie “prawdziwego życia”. Świetnie, tylko czy naprawdę chcemy oglądać czyjeś brudne gary w zlewie albo brudne pieluchy jego dziecka? Wołajmy raczej o szczerość, o prawdziwość emocji, o ich różnorodność. Pamiętajmy, że to są media społecznościowe, twórzmy więc społeczność, a nie targowisko przechwałek.

Nie chodzi mi o nie dzielenie się szczęściem czy brak estetycznych obrazków. Piękne zdjęcia nie mają tutaj nic do rzeczy. Nasze umysły i oczy lubią karmić się pięknem, a Instagram to trochę galeria sztuki. Chodzi mi o to, co napiszesz pod zdjęciem. Zdobądź się na trochę szczerości, nie lukruj rzeczywistości.

Z własnego doświadczenia wiem, że dzielenie się smutkiem, złym samopoczuciem czy stanami depresyjnymi pomaga nie tylko Tobie, ale również innym. Jestem wdzięczna za każde dobre słowo, każdą reakcję, za każde słowo w podziękowaniu za szczerość. Nie jest mi łatwo dzielić się tym, co mnie spotyka, zawsze trzy razy się muszę zastanowić czy chcę wysłać w świat to co napisałam, ale robię to mimo wszystko. Nawet jeżeli pomaga to tylko jednej osobie.

Mam szczęście, że obserwuję sporo osób, które nie wstydzą być szczerymi, które otwarcie mówią o tych mniej ładnych stronach codzienności. Dzięki nim rozumiem, że społeczność tworzy się na szczerości. W końcu nawet osoby odnoszące ogromne sukcesy mają dni, kiedy chcą się zakopać pod kocem i nie myśleć o jutrze.

Nie starajmy się być szczęśliwi dla świata. Bądźmy szczęśliwi dla siebie.