Jak często zdarza Wam się nie zacząć czegoś, bo się po prostu boicie, że się nie uda? Jak długo odkładacie zrobienie czegoś, bo się boicie jak na to zareagują inni? Czekacie aż będziecie się czuli gotowi, aż poczujecie, że już wszystko wiecie w tym temacie albo że wreszcie umiecie to na tyle dobrze, że teraz możecie to zrobić? A jak często dochodzicie do momentu bycia gotowym? Czy przypadkiem z powodu strachu nie odkładacie marzeń i planów na wieczne później i odległe jeszcze nie teraz?

Ze strachem da się żyć, wcale nie trzeba go pokonywać. Nie namawiam Was też do udawania, że coś umiecie aż to się stanie prawdą. Raczej chciałabym Was przekonać, że można zabrać się do pracy mimo strachu, że można się bać i równocześnie być odważnym. Bo wiecie, tu nie chodzi o pewność siebie, ani o pewność, że to co sobie wymyślimy nam się uda. Tu chodzi o pracę, taką od podstaw. O pozwolenie sobie na bycie początkującym, na uczenie się w trakcie pracy, na budowanie doświadczenia.

Jak to zrobić, pytacie? W zasadzie to bardzo proste, choć nie twierdzę, że jest łatwo.

Skup się na pracy, na wykonywaniu czynności. Skup się na tym, nad czym masz kontrolę: na własnym wkładzie w wykonywaną pracę. Pracuj regularnie, konsekwentnie zjawiaj się na stanowisku. Poprzez ciągłą pracę, mimo strachu, możemy wypracować pewność siebie. Możemy sobie udowodnić, że potrafimy więcej niż myślimy. I to jest właśnie bycie odważnym.

Przenosząc fokus z uczuć na pracę, możemy zmienić historię, którą sobie opowiadamy i przekonania, które nas ograniczają. Wiecie o czym mówię: „jestem leniwa”, „nigdy nic mi się nie udaje”, „nigdy niczego nie kończę”. Tylko działanie może nas z tego wyleczyć, tylko działanie może uspokoić strach. Nie czekajcie aż będziecie gotowi, skupcie się na praktyce, działajcie, wypracujcie, w dosłownym tego słowa znaczeniu, w sobie gotowość. Działając, pracując, stajemy się lepsi w tym co robimy. Talent to nie wszystko, za to regularna praca zawsze przynosi efekty.

Zacznijcie od oczekiwań. Przesuńcie ten suwak mocno w dół. Pamiętajcie, że nic nie dzieje się w jeden dzień, ani w tydzień. Nie myślcie o tym, co powiedzą inni, jak zareagują na efekt końcowy. Przesuńcie oczekiwania na siebie, skupcie się na tym, co możecie zrobić, nie na tym czego oczekują od Was inni. Skupcie się tylko i wyłącznie na własnych oczekiwaniach wobec następnego kroku.

I jak już mówimy o krokach, niech one będą małe. Maleńkie nawet. Takie, żebyście się nie bali ich postawić. Zapomnijcie o podejściu „wszystko albo nic”. Nie próbujcie się od razu rozpędzać od zera do setki, w trzy sekundy. Wystarczy jak ruszcie, od zera do jedynki.

Powtórzę jeszcze raz: małe kroki, regularna praca, konsekwencja w działaniu. Doskonalenie się wymaga działania, a działanie leczy ze strachu.

Zadanie na dziś: rozpiszcie swój plan na małe kroki, nastawcie budzik na 10 minut i zajmijcie się pierwszym z nich.

Dajcie mi znać jak Wam idzie, a ja Was będę dopingować.