Czytałam ostatnio książkę Ruth Reichl „Tender at the Bone” i w jednym z rozdziałów pisze o tym jak redaktor czasopisma zaproponował jej pisanie o restauracjach. Poczułem ostre ukłucie zazdrości. I wiecie, tu chodzi o historię sprzed kilkudziesięciu lat, nic współczesnego, osoba mi nie znana, poza jej książkami, a jednak, zazdrość, bo ja też bym chciała pisać dla czasopisma.

Już kiedyś to mówiłam, obserwowanie swojej zazdrości to bardzo dobra metoda na odkrycie naszych potrzeb, naszych marzeń. U mnie pojawia się zawsze jak widzę, że ktoś, kogo znam, choćby tylko z internetu, wydaje książkę albo jak ukazuje się jego artykuł. Bo pisanie to moja potrzeba, moje największe życiowe marzenie, to do tego rwie się moje serce.

A ostatnio czuję to coraz bardziej, mocniej, wyraźniej. Kłucie w sercu pojawia się nawet w momentach, w których kiedyś moje serce nie zaczęłoby szybciej bić. Teraz, kiedy sama nie piszę od paru miesięcy, ta potrzeba jest silniejsza, zazdrość bardziej dotkliwa.

Powiecie, że nic prostszego. Trzeba usiąść i pisać. To właśnie robię tym tekstem, choć zbierałam się do niego od tygodnia. Bo nawet jak się czegoś bardzo chce, to trudno do tego wrócić po przerwie.

I znowu sobie obiecuję, że będę regularnie pisać. Tu na blogu, ale nie tylko. Trzymajcie za mnie kciuki i upominajcie mnie jak zniknę, co?