Codzienne pisanie

Dzień 40. codziennego publikowania na blogu. Ma ich być 100. Tak sobie wymyśliłam. Taki test, żeby sprawdzić co to zrobi z moją kreatywnością i moim pisaniem. Równocześnie jestem w 25. dniu pracy nad książką, która jest, jak na razie, nie wiadomo o czym, i 13. codziennego jej pisania w ramach #100daysofwriting (#100dnipisania).

Jak mi idzie? Różnie. Są dni, jak dzisiaj, kiedy już od rana wiem, o czym chcę napisać. Są też takie, kiedy piszę wieczorem na telefonie, bo przez cały dzień nie wiedziałam co napisać, a teraz to już po prostu muszę i koniec. Bywały też takie kiedy tuż przed snem przypomniałam sobie, że nic nie opublikowałam i w lekkiej panice pisałam szybko post na telefonie.

Staram się nie przejmować i po prostu robić swoje. Różnie z tym bywa, bo często powraca pytanie o sens tego dzielenia się ze światem moimi myślami. Staram się nie bać tego, co mam w głowie, ale jednak w większości przypadków wewnętrzna cenzura wygrywa. To właśnie wtedy odkładam napisanie posta, aż czasem w ogóle o tym zapominam. To też powód częstych przerw na blogu. I w końcu tego dziwnego studniowego wyzwania, które nie jest wyzwaniem, ale planem, eksperymentem kreatywności.

Ja często wątpię. Głównie w swoje możliwości, w sens tego co robię, w siebie. Słyszę głos, mówiący, że i tak nic z tego nie będzie, że mogę równie dobrze odpuścić. W młodości przypisywano mi lenistwo, nikt nigdy nie wpadł na to, że brakuje mi zwykłego wsparcia, wiary we mnie. Zamiast mi mówić, że jestem beznadziejna, mogli powiedzieć „Spróbuj, a jak nic z tego nie wyjdzie, to trudno. Przynajmniej spróbowałaś i czegoś się po drodze nauczyłaś.” A ja się wychowałam w przekonaniu, że albo robi się coś dobrze albo wcale. A to przecież tak nie działa.

Żeby robić coś dobrze, najpierw trzeba się tego nauczyć, wypracować tę dobroć praktyką, potknięciami, błędami, próbami, upadaniem i wstawaniem. Staram się nie myśleć już w kategoriach wszystko albo nic. Nauczyłam się, że nieudane próby są bardzo ważne, że to one pomagają mi znaleźć właściwe ścieżki, dobre rozwiązania. Czasem o tym zapominam. Czasem muszę sobie soczyście przekląć, czasem się wypłakać. Mówię sobie wtedy, że świat nie jest czarno-biały, że perfekcja jest nudna, że zrobione jest lepsze od doskonałego.