Fragmenty mojego świata

Myślałam, że już zamknęłam temat Instagrama, że pogodziłam się z poczuciem niewygody, które u mnie wywołuje od jakiegoś roku. Ale ostatnio zaczął mnie jeszcze bardziej uwierać i zauważyłam, że czuję coraz większe znużenie kiedy go odwiedzam. Zaczęłam odnosić wrażenie, że wszystko jest takie samo, że choć dużo się tam mówi o oryginalności, to jednak zalatuje ona mocno schematami.

I to jest właśnie to co mnie uwiera. Schematy, działanie pod algorytm, poddawanie się temu co nam jest narzucane.

Już jakiś czas temu odkryłam, że słuchanie Instagramowych „mędrców” i „mędrczyń”, którzy i które mówią mi, że powinnam znaleźć swoją niszę i działać strategicznie, doprowadziło u mnie do zmęczenia tą platformą. A ja nie jestem influenserką, nie robię na Instagramie biznesów, nie mam potrzeby strategicznego budowania marki.

Dla mnie jest to miejsce, gdzie spotkałam i spotykam fantastycznych ludzi. To miejsce, gdzie prowadzę ciekawe rozmowy o życiu i o książkach. To miejsce gdzie znalazłam ludzi, którzy mnie rozumieją, którzy mnie akceptują, którzy nie chcą mnie zmieniać.

Wreszcie poczułam, że jestem gotowa znowu być sobą. Tam i tutaj. Pisać, opowiadać historie, dzielić się małymi wycinkami z mojego świata. Bez strategii, bez planu, bez przejmowania się algorytmem czy trendami. Taki powrót do korzeni, bo tak to się dla mnie zaczęło. I to dawało i daje mi nadal radość.

Te fragmenty życia, świat widziany moimi oczami, migawki z dnia codziennego, tym się chcę dzielić.