A little morning adventure

We shut ourselves out of the house today or, I should say, I shut us out of the house today. The chickens came into our part of the garden and the guinea fowls went onto the road so we ran outside to get them back to the main garden. I pulled the door close behind me without thinking. And there we were, standing outside in a chilly, after the storm, air.

Our hosts were not home, of course, because you never do this kind of thing when someone can easily save you, right? We knocked on the neighbours door, but they didn’t have the mobile numbers of our hosts. And just when we were walking back a car stopped nearby and I thought that maybe we could ask the guy if he knew the owners.

He did! It turned out he came to walk their dog. I couldn’t believe our luck. He called the owners, got us the spare key and we could get on with our day.

We knew it would happen one day. I mean, when you have a door you can’t open without the key from the outside, you are bound to go into the garden one day and shut the door behind you. It’s just how it works.

I told the chickens and guinea fowls off for being reckless and I hoped they’ve learned their lesson. I know I did.



Za chuda, koścista, anemiczna – o opiniach słów kilka

Na bazie dyskusji o komentowaniu wyglądu, którą żył niedawno polski Instagram, wróciły do mnie moje doświadczenia w tym zakresie. Wierzcie mi lub nie, ale dopóki nie przeprowadziłam się do Holandii byłam bardzo szczupła, a w dzieciństwie i okresie nastoletnim wręcz chuda. Muszę dodać, że o to właśnie chodziło na Instagramie, o komentowanie czyjejś szczupłości.

Ja większość mojego życia byłam „za chuda”, „anemiczna”, „chorobliwie chuda” „skóra i kości”, „obrzydliwie koścista,” „Etiopia”, czy „Kenia”. Nie rozmawiajmy teraz rasistowskim brzmieniu ostatnich dwóch przezwisk. Teraz nie o to mi chodzi.

Bo wiecie co jest mnie nadal w tych komentarzach najbardziej wkurza? To, że ludzie zawsze postrzegali mnie poprzez mój wygląd. Że chuda, że ładna, potem, że jednak trochę brzydka, bo pryszcze. A gdzie w tym wszystkim była moja inteligencja, moje zdolności, cała ja?

Powierzchowności tych komentarzy dodaje smaku to, że chociaż byłam chuda, to wcale nie byłam koścista czy anemiczna. Miałam dosyć dobrze umięśnione ciało, bo byłam bardzo aktywnym dzieckiem. Chodziłam do szkoły sportowej i na balet, a potem jeszcze na taniec współczesny. Skąd więc opinia, że coś jest ze mną nie tak?

I skąd w ogóle przeświadczenie w ludziach, że mają prawo wypowiadać się na temat mojego wyglądu? Jeżeli nie poprosiłam o twoją opinię, to zatrzymaj ją dla siebie. Ja najwyraźniej nie jestem nią zainteresowana.

Co ciekawe to właśnie te komentarze nauczyły mnie, że ludziom nie dogodzisz. Bo po przyjeździe do Holandii przytyłam. Nie jakoś drastycznie, ale w moim przypadku było to bardzo widoczne. I co? Źle. Bo teraz słyszałam „ale ci tyłek urósł” i „przytyło się trochę, co?”. A w oczach komentujących widziałam lekki błysk satysfakcji, ale też zniesmaczenia.

Muszę się Wam przyznać, że te komentarze bolały mnie bardziej, bo ja mam problem z akceptacją siebie z dodatkowymi kilogramami. Moje ciało podoba mi się najbardziej w szczupłej, ale silnej, wersji. I tylko to, że wiedziałam, że to tymczasowe, nie wpędziło mnie w chorobliwe zachowania.

Dlatego błagam, pamiętajmy, że opinie są jak dupy. Każdy ją ma, ale nie jest grzecznie wystawiać ją na widok publiczny.



Noworocznie, czyli dziś są moje urodziny

Pod moim postem na Instagramie Hania skometowała „Jak wino” i wiecie co? Przyszło mi do głowy, że moje życie jest jak wino. Im bardziej dojrzałe, tym ma więcej smaku.

View this post on Instagram

Double celebration today. Turning 42 and 15 years living in the Netherlands. For me birthday is the beginning of the new year. The moment of reflection and setting goals for the year ahead. It’s more important to me than 1st of January. This, today, is the beginning of my life, my years, my story. Last few days I’ve got my picture clear again. I know who I want to be, I know what I’m working for. My life’s vision has never been so clear. It pulls me strongly and it gives me a sense of direction like I never felt before. Happy birthday to me! 🥳 Dzisiaj podwójne święto. Moje 42 urodziny i 15 lat życia w Holandii. Dla mnie urodziny to początek nowego roku. Moment refleksji i wyznaczenia celów na nadchodzący rok. To dla mnie ważniejszy moment niż 1 stycznia. To dzisiaj jest początek mojego życia, moich nowych roków, mojej historii. W ciągu ostatnich kilku dni znowu wyklarowałam sobie obraz. Wiem kim chcę być, wiem na co pracuję. Moja życiowa wizja nigdy nie była tak wyraźna. Jest silna i daje mi poczucie kierunku, jakiego nigdy wcześniej nie czułam. Wszystkiego najlepszego dla mnie! 🥳 #happybirthdaytome #birthdaygirl #perfectlyimperfectlife #mynewyear #lifevision #mylifemyway #lovingthelife #thisis42 #artofslowliving #selfportraits #birthdayportrait #livemoremagic #myeverydaymagic #tinytinymoments #mybeautifulstories #mylittlestories #littlestoriesofmylife #daysofsmallthings #daysofsimpleandslow #calmversation #calm_collected #urodziny #żyjposwojemu #dobreżycie #zwykłeżycie #nowyrok #idzienowe #zmiany #pomojemu #urodzinowo

A post shared by Anna Maria Boland (@annamboland) on

Za żadne skarby nie chciałabym mieć znowu dwudziestu lat. Im jestem starsza tym lepiej mi ze sobą. Poziom akceptacji dla siebie, ale i dla świata wokół mnie, wzrasta. Nie szarpię się już, nie walczę z wiatrakami. Akceptuję to, czego nie mogę zmienić i pracuję nad tym, co mogę.

Dojrzałość jest piękna.



There is just one way

I was blocked and I disappeared from my blog. At first I thought that it was just a simple pandemic block, caused by the uncertainty of it all. Now I know it was just a coincidence. I was blocked because I kept looking for the right way to do things. The right way to write, the right way to be on Instagram, the right way to advertise my coaching services. The right way to be me. Why were I looking outside of myself is a mystery to me.

Today I realised that trying to apply someone else’s strategies and abandoning my own intuitive way of doing things, was what blocked me. It took all the pleasure out of working, being on social media, of being present in the world.

Everything I did felt laborious, forced, coming from a place I didn’t recognise. And slowly, but surely, it started to feel uncomfortable and I moved away from it completely.

I can’t adopt strategies of others and make them my own. It feels like being in a play, like pretending to be someone else, someone who’s definitely not me.

There is no right way to do things. Even though there are hundreds of people telling us otherwise. If you try to follow all their advices, you’ll end up doing things that exclude each other.

I knew that, but I still fell in that trap. I fell for the people who seemed to know it all, to know it better. And I kept looking for the right way.

Now it’s time to stop looking and get back in my own skin. Listen to my intuition. Do the things my way. Figure it all out by myself.

Yes, it may take me longer to get where I want to be than it would if I followed the herd. But at least I’ll be able to be myself every step of the way.

There is just one way. My way.



Co ma zazdrość do pisania

Czytałam ostatnio książkę Ruth Reichl „Tender at the Bone” i w jednym z rozdziałów pisze o tym jak redaktor czasopisma zaproponował jej pisanie o restauracjach. Poczułem ostre ukłucie zazdrości. I wiecie, tu chodzi o historię sprzed kilkudziesięciu lat, nic współczesnego, osoba mi nie znana, poza jej książkami, a jednak, zazdrość, bo ja też bym chciała pisać dla czasopisma.

Już kiedyś to mówiłam, obserwowanie swojej zazdrości to bardzo dobra metoda na odkrycie naszych potrzeb, naszych marzeń. U mnie pojawia się zawsze jak widzę, że ktoś, kogo znam, choćby tylko z internetu, wydaje książkę albo jak ukazuje się jego artykuł. Bo pisanie to moja potrzeba, moje największe życiowe marzenie, to do tego rwie się moje serce.

A ostatnio czuję to coraz bardziej, mocniej, wyraźniej. Kłucie w sercu pojawia się nawet w momentach, w których kiedyś moje serce nie zaczęłoby szybciej bić. Teraz, kiedy sama nie piszę od paru miesięcy, ta potrzeba jest silniejsza, zazdrość bardziej dotkliwa.

Powiecie, że nic prostszego. Trzeba usiąść i pisać. To właśnie robię tym tekstem, choć zbierałam się do niego od tygodnia. Bo nawet jak się czegoś bardzo chce, to trudno do tego wrócić po przerwie.

I znowu sobie obiecuję, że będę regularnie pisać. Tu na blogu, ale nie tylko. Trzymajcie za mnie kciuki i upominajcie mnie jak zniknę, co?



Your past doesn't define you

In October last year, standing in the midst of autumn leaves, I thought that nature understands that in order to begin again, to grow, one must get rid of the burden of the past.

If we want to move on, we must leave the past behind us. We can’t get rid of it or forget about it, but we can accept it as a part of us, say goodbye and let it rest.

Our past is part of us, but it does not define us, and certainly does not define our future. Our past does not decide who we can be and what we can do.

What can you do to prevent the past from getting in your way?

Begin by being thankful for it, thank your roots for helping you become who you are today. Forgive those who did not treat you as you deserve. Thank them for the lessons that led you to today. Do it for yourself, not for them.

How to do it?

One very effective way is to write an “unsent letter”. It’s a letter you write, but you never send it. You can write it on loose paper or in your diary. You can tear it, burn it or keep it for future use.

Write a letter to those you want to forgive. This letter will help you close this period, reconcile with these experiences. Remember that forgiveness does not mean rebuilding the relationship. Forgive them because you want to, because it will help you take a step forward.

When writing this letter, don’t limit yourself. Everything is allowed. Remember that you are the only person who has access to it. Write down everything that you can think of, everything that you would like to say to that person, but you never did. Write what your heart tells you to write.

The second letter you can write is a letter to your roots. Thank them for everything they have done for you. For keeping you upright and for giving you life. Write everything you need to tell them. Listen to your heart.

Finally, tell them you’re ready to go further in your journey. Write that you will not forget about them, but it’s time for independence, for releasing your own roots. Tell them that you will come back to them, that you do not cut them off, but you need space, that you have to go the rest of the way by yourself. Thank them for their support.

And what now?

Now go ahead. Leave the past behind, let it be your foundation, but don’t let it limit your decisions. Strive for your vision, start putting down your own roots, let them be your strength, your guide.


Photo: kaboompics.com

O porównywaniu

Kiedyś często się porównywałam. Do przyjaciół, współpracowników, później do ludzi w internecie. W moim przypadku nie jest to takie dziwne. Jako dziecko często porównywano mnie do mojej starszej siostry lub innych dzieci w szkole. Nigdy nie wiedziałam, że nie muszę się porównywać z innymi, żeby sprawdzić, czy jestem wystarczająco dobra.

W pewnym momencie przestałam, ale nie wiem, kiedy to się dokładnie stało. Jasne, że wciąż czasem się porównuję, ale jest to mniej ogólne, mniej przypadkowe. Jest bardziej skoncentrowane na jednym temacie, w którym, moim zdaniem, nie osiągam wystarczająco dużo.

Porównywanie pojawia się zwłaszcza w czasach niepewności. Na przykład, kiedy przeprowadziłam się do innego kraju, aby być z facetem, którego poznałam sześć miesięcy wcześniej (teraz jest moim mężem i jesteśmy bardzo szczęśliwi), gdzie mogłam zamieszkać, ale nie mogłam pracować . Albo kiedy rozpoczynałam własną działalność w zatłoczonym świecie coachingu i jednocześnie straciłam pracę.

Różnica polega na tym, że teraz wiem, że nie mogę popadać w spiralę spadkową porównawczą z innymi ludźmi sukcesu i jak się z tego wyciągnąć.

Kilka miesięcy temu sięgnęłam po książkę Lucy SheridanThe Comparison Cure.” Myślałam, że jej potrzebuję, ale w rzeczywistości uświadomiłam sobie, że porównywanie nie jest dla mnie już tak dużym problemem. To było wspaniałe uczucie, zobaczyć, że tyle się zmieniło. Że jestem w stanie rozpoznać te momenty i je przepracować.

W ciągu ostatnich kilku lat wiele się nauczyłam. Zaczęłam ufać mojej wizji i kiedy porównuję się do innych, wracam do niej i wiem, co jest dla mnie ważne.

Nauczyłam się, że wszyscy jesteśmy we własnej strefie czasowej (znowu Lucy) i powtarzam to sobie, gdy mam ochotę porównywać się z innymi w internecie. Nie porównalibyśmy naszej kolacji w Europie z czyimś śniadaniem w Australii. Prawda? Nauczyłam się koncentrować na własnych celach i własnej pracy, którą muszę wykonać, zamiast patrzeć na innych i gdzie w danym momencie są.

Nauczyłam się rozpoznawać, co jest dla mnie dobre. Zrozumiałam, że sposób na życie innych ludzi lub to jak robią różne rzeczy, niekoniecznie są moimi sposobami. Nauczyłam się robić swoje. Iść swoją i przestać szukać magicznej formuły. Nauczyłam się, że nie ma jednego sposobu na robienie różnych rzeczy. Że wszyscy musimy iść własną ścieżką.

Praca nad sobą nigdy się nie kończy. Ale świadomość, że jest miejsce dla nas wszystkich i strefa czasowa dla nas wszystkich, sprawia, że ​​jest trochę łatwiejsza.

Jeśli masz problem z porównaniem, polecam „The Comparison Cure” Lucy Sheridan. Lucy jest jednym z powodów, dla których jestem tu, gdzie jestem.

Zdjęcie: kaboompics.com

Frustration is a gift

Only looking back did I see what pushed me to make the biggest changes. When in 2010 I stopped flying and went to university, when I quit my job in aviation two years later, when in 2015 I started postgraduate in creative writing, when in 2018 I finally did my coaching training, when I went to therapy, all those moments were caused by frustration. Frustration and unhappiness with the current situation.

I don’t like complaining, sitting on my ass and whining about how bad it is. I don’t accept it by in myself or in others. If I don’t like it, I have to do something about it. Take responsibility for my life and look for ways to solve the problem. I always have two options. I can try to improve my situation by changing my attitude or talking to someone who also has an influence on it or change my situation by looking for new opportunities.

I usually go through both options. First, I try to fix it and when it can’t be done (and I admit that it never could till now), I change it. I start looking for new options, because I want to live a good life, align with myself and my values.

Frustration is a gift, it’s a sign that it’s time to look at ourselves and what is happening around us. Frustration leads to change if we listen to it. It allows us to avoid burnout, sends us signals, indicates painful places.

I always listen to it. It is my guide in creating a good life. It allows me not to lose sight of what is important to me. Thanks to it, I move away from situations that block me, that keep me in a place that is not good for me. It is thanks to frustration that I change my life, that I keep feeling better.


Frustracja jest darem

Dopiero z perspektywy czasu zobaczyłam co popychało mnie do największych zmian. Kiedy w 2010 roku przestałam latać i poszłam na studia, kiedy dwa lata później całkowicie zrezygnowałam z pracy w lotnictwie, kiedy w 2015 roku poszłam na studia podyplomowe z kreatywnego pisania, kiedy w 2018 roku zrobiłam wreszcie szkolenie coachingowe, kiedy poszłam terapię, te wszystkie momenty były wywołane frustracją. Frustracją i niezadowoleniem z obecnego stanu rzeczy.

Nie lubię narzekactwa, siedzenia na dupie i marudzenia jak jest mi źle. Nie akceptuję tego u siebie ani u innych. Skoro jest mi źle, to muszę coś z tym zrobić. Wziąć odpowiedzialność za swoje życie i poszukać możliwości rozwiązania problemu. Mam zawsze dwa wyjścia. Spróbować poprawić moją sytuację poprzez zmianę podejścia lub rozmowę z kimś, kto też ma na nią wpływ albo zmienić moją sytuację, szukając nowych możliwości.

Zwykle przechodzę przez obie opcje. Najpierw próbuję naprawić to co jest, a jak się nie da (a przyznaję, że jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby się dało), zmieniam. Szukam nowych opcji, bo chcę żyć dobrze, w zgodzie ze sobą.

Frustracja to dar, to znak, że czas przyjrzeć się sobie i temu co się dzieje wokół nas. Frustracja prowadzi to zmian, jeżeli tylko jej posłuchamy. To właśnie ona pozwala nam uniknąć wypalenia, wysyła nam sygnały, wskazuje bolesne miejsca.

Ja jej zawsze słucham. To mój przewodnik w tworzeniu dobrego życia. Pozwala mi nie tracić z oczu tego, co jest dla mnie ważne. Dzięki niej odchodzę od sytuacji, które mnie blokują, zatrzymują w miejscu, które nie jest dla mnie dobre. To właśnie dzięki frustracji ciągle zmieniam swoje życie, ciągle czuję się lepiej.


When imposter syndrome takes over

The imposter syndrome is as old as I am. Psychologists Pauline Clance and Suzanne Imes gave it a name in 1978, my birth year. It’s a psychological pattern in which people doubt their achievements and have a fear of being exposed as a “fraud”. People with imposter syndrome are not able to to believe that their success is deserved or has been achieved as a result of their skills. They often attribute their success to luck or being able to fool others to believe that they more capable than they really are. They keep thinking that they’re not knowledgable, talented or skilled enough in their area of expertise. Even when they’re successful.

There are two types of imposter syndrome people: high achievers and procrastinators. High achievers will constantly look for new challenges and over prepare to prove that they are good in what they do. Procrastinators will keep putting off the work, because of fear if being discovered as fraud the moment they do it.

I’m the second type and it’s so frustrating that I’m done with it. It’s keeping me from realising my dreams, form putting myself out there, form doing the work I actually want to do.

I asked myself lately what I’m more afraid of: being found out as a fraud (which I know I’m not, that’s the silly part of imposter syndrome) or being forced to go back to work full-time? And you know what? Going back to work is much more scary. After my last job and the treatment I’ve got there I actually get an anxiety attack when I think about getting a job.

That’s why I need to face the beast and listen to the other voice in my head that tells me that I know what I’m doing. And if I don’t know something, I can learn that. I know that failure will not kill me, so what I’m afraid of? Some thoughts that are not even true?

Hilary Clinton said once that it’s better to try and fail than not try at all. Samuel Beckett wrote: “Ever tried, ever failed. No matter. Try again. Fail again. Fail better.” I’m ready to fail, and then to try again, and again, and again. I’m ready for a lifetime of failures. They mean only one thing, that I’m trying.