Zaczynam od nowa. Dubel 1024.

Wrzesień. Ponad połowa roku za nami. Nie wiem kiedy to się stało. Nie były to łatwe miesiące. Choroba teścia, która się ciągnie, reorganizacja w pracy i związana z tym niepewność, niepisanie wywołane tym wszystkim. Rok zaczęłam z przytupem i wielkimi planami, a jest jak jest, nie najlepiej. Nie jestem tam gdzie chciałam być i musiałam … Continue reading Zaczynam od nowa. Dubel 1024.

To był marzec

Marzec nas nie rozpieszczał pogodą. Było dużo słonecznych dni, ale nie rozstawałam się z ciepłą kurtką. Internet pokrył się zdjęciami kwitnących magnolii, ale u mnie w okolicy dopiero było widać pąki. Drzewa zostały beżowo-szare, a ja zazdrościłam zieleni ze zdjęć znajomych w innych częściach Europy. Ja nadal chodziłam w puchowej kurtce, ale niektórym dogrzewało https://twitter.com/annamboland/status/845649873361948672Continue reading To był marzec

Tu i teraz w marcu

Czekałam na marzec jak na zbawienie. Myślałam o słońcu, cieple i schowanym do szafy zimowym płaszczu. Nie mogłam się bardziej pomylić. Wiatry, deszcze i od czasu do czasu słoneczne dni, które dawały złudną nadzieję na poprawę pogody. W lutym trochę przedwcześnie cieszyłam się brakiem zimowego dołka, dopadł mnie w pierwszych tygodniach marca. Nie chciało mi … Continue reading Tu i teraz w marcu

Wrzesień

Kiedy byłam piękna i młoda, wrzesień nie należał do moich ulubionych miesięcy. Powrót do szkoły, w której nigdy nie czułam się dobrze, wywoływał ból brzucha i nieprzyjemne pieczenie w gardle. Dopiero teraz, dwadzieścia lat po zakończeniu tych męczarni, zaczynam doceniać uroki tego pięknego miesiąca. Wrzesień to zawieszenie pomiędzy latem a jesienią. Ciepłe dni, chłodne noce, … Continue reading Wrzesień

Subiektywny alfabet emigracyjny: R jak rozkrok emigracyjny

Rozkrok emigracyjny, czyli życie jedną nogą w kraju pochodzenia a drugą w kraju, do którego się wyjechało. Od pierwszego dnia wyjazdu robiłam wszystko, żeby tylko go uniknąć. Nie wyobrażałam sobie życie trochę tu i trochę tam. I chociaż nie było łatwo, wiedziałam, że przez pierwszy rok nie pojadę do Polski. Nie dlatego, że nie chciałam, … Continue reading Subiektywny alfabet emigracyjny: R jak rozkrok emigracyjny

Coś się kończy, coś się zaczyna

W piątek lecę do Warszawy na ostatni zjazd. Te studia to był strzał w dziesiątkę, i z jednej strony szkoda mi, że to już koniec, z drugiej oddycham z ulgą, a z trzeciej mam lekkiego stracha. Oddycham z ulgą, bo trochę mam dosyć comiesięcznych podróży. Lubię te moje warszawskie weekendy, ale ciężko mi jest wyjeżdżać … Continue reading Coś się kończy, coś się zaczyna

Olśnienie

Olśniło mnie wczoraj podczas czytania blogów. Już wiem dlaczego tak lubię zaczynać od nowa, codziennie, raz w tygodniu, co miesiąc. Już wiem dlaczego znowu mam ochotę wszystko zmienić, zacząć od nowa gdzie indziej albo zacząć robić coś zupełnie nowego. Już wiem skąd u mnie ta wieczna chęć zmiany, swędzenie tyłka.  Monika na blogu 6757 km … Continue reading Olśnienie

Subiektywny alfabet emigracyjny: P jak przyjaźń

Przyjaciele. Ludzie, którzy znają nas od podszewki. Potrafią poznać po naszych oczach, że coś jest nie tak, albo że jesteśmy szczęśliwy. Ludzie, którzy znają nas tak długo, że pamiętają nasze wszystkie miłości, porażki i sukcesy. Ludzie, którzy wiedzą kiedy nas przytulić i kiedy nas ochrzanić. Przyjaciele, najbliżsi naszemu sercu, bo razem tyle przeżyliśmy. Przeprowadzki mają to do siebie, że zostawiamy za … Continue reading Subiektywny alfabet emigracyjny: P jak przyjaźń

Subiektywny alfabet emigracyjny: O jak od nowa

Kiedy wyjeżdżałam do Holandii nie znałam języka, nie miałam pozwolenia na pracę i nie wiedziałam nic, poza tym, że jadę za facetem, którego poznałam kilka miesięcy wcześniej. Szalone przedsięwzięcie, mogłoby się zdawać. A dla mnie to była szansa na coś dobrego. Nie wiedziałam jednak, że przeprowadzka będzie oznaczała tyle nowych żyć, tylu razy zaczynania od nowa.  … Continue reading Subiektywny alfabet emigracyjny: O jak od nowa

Słońce

Jest. Dotarło też do nas. Pulsujące energią światło. Niebo zmienia kolor, podszeptuje, że teraz będzie już tylko lepiej. Jaśniej, cieplej, pozytywniej. Wyczekiwałam tego momentu jak kania dżdżu. Szarość ciążyła mi tak bardzo, że czułam ją każdą komórką ciała. Nie przeszkadza mi pędzący czas początku roku. Dla mnie te pierwsze miesiące mogłyby mijać jeszcze szybciej. Całą … Continue reading Słońce