Co się stało z opiniami środka?

Mam wrażenie, że wyważone opinie wyszły z mody. Teraz wszystko jest białe albo czarne. Albo jesteś z nami albo przeciwko nam. Albo stoisz po lewej albo po prawej stronie. Jesteś weganinem albo jesz mięso na kilogramy. Gdzie się podziały wyważone opinie, te które próbują zrozumieć obydwie strony. Czy jest jeszcze miejsce na bycie pośrodku?

Męczy mnie to ciągłe wykrzykiwanie innym w twarz, że są źli, że stoją po złej strony barykady, te wieczne ekstrema. A ekstremizm w każdej formie jest niszczący.

Kiedy byłam młoda, czułam się często odrzucona przez innych. Głównie dlatego, że nie chciałam wybierać tylko jednej strony, chciałam korzystać z pełni mojego otoczenia, zrozumieć wszystkich, dać każdej opinii szansę. Nadal tak mam, choć teraz odrzucenie przez grupy skrajne zupełnie mnie nie martwi. Martwi mnie wymieranie zdrowej dyskusji i szukania rozwiązań.

Krzyczenie, że inni są gorsi, bo nie stoją po naszej stronie nikomu nie pomaga. Żeby coś osiągnąć trzeba się skupić na rozwiązaniach. Te trwałe wychodzą zawsze ze środka. Bo każda strona ma swoją rację, a w tejże racji jest zawsze trochę prawdy. Jak połączymy te dwie prawdy, znajdziemy rozwiązanie. I tak, może się tak zdarzyć, że żadna ze stron nie będzie do końca zadowolona z tego rozwiązania, ale na dłuższą metę to właśnie ono będzie działać.

Weźmy przykład jedzenia / nie jedzenia mięsa. Jedna skrajna strona to weganizm, druga to mięsożercy nie wyobrażający sobie dnia bez półkilogramowego steka.

Ze strony weganizmu słyszymy, że to jedyny sposób na uratowanie naszej planety, że jedzenie mięsa i produktów odzwierzęcych to barbarzyństwo, że wszyscy muszą je odstawić już teraz natychmiast.

Mięsożercy krzyczą, że to bzdura, że przecież jesteśmy urodzonymi drapieżnikami, że jedzenia mięsa mamy we krwi, że bez mięsa nie przetrwamy.

W ten sposób nigdy nie dojdą do porozumienia. Bo wiecie, duże zmiany nie dzieją się szybko, potrzeba małych kroków w dobrym kierunku, codziennie, po trochu.

Ja twierdzę, że każdy, kto ograniczy jedzenie mięsa, będzie kupował tylko produkty odzwierzęce ekologiczne, jest na dobrej drodze.

Bo wiecie co niszczy środowisko i naszą planetę? Ogromne farmy zwierzęce. Produkowanie mięsa masowo. Mięso nie powinno być tak tanie. Mięso ekologiczne nie jest drogie, taka jest cena tego luksusowego produktu.

Tak, my ludzie, zawsze jedliśmy mięso, ale nigdy w takich ilościach. I tak masowa produkcja niszczy naszą planetę i jest barbarzyńska.

Nie ma jednak prostych rozwiązań. Weganizm też nie jest bez wad. Soja, olej palmowy, olej kokosowy, awokado, orzechy nerkowce. Poczytajcie co się dzieje na świecie (o Amazonii na pewno już wiecie, i nie, nie uprawia się tam tylko soi na paszę, również na Twoje tofu) poprzez zwiększenie zapotrzebowania na te właśnie produkty.

Myślę, że i tutaj potrzebujemy znaleźć środek, wyważoną metodę, która pozwoli nam na lepszą przyszłość.

To mówiłam ja, kobieta środka, szukająca realnych rozwiązań.


A gdyby tak…

Naszła mnie taka kontrowersyjna myśl: czy aby gloryfikowanie życia „tu i teraz” nie niszczyło naszej planety?

Myślenie o przyszłości jest passé, skupienie się na dniu dzisiejszym stało się najważniejsze. Zgadzamy się na niższą jakość, bo to wszystko jest tylko na chwilę, na teraz, nie na za kilka lat. Nie mówiąc o kilkudziesięciu. A właśnie takiego przyszłościowego myślenia potrzebuje nasza planeta.

A gdyby tak wykorzystać modę na „tu i teraz” do zatrzymania się i zastanowienia co możemy zrobić dzisiaj, żeby za kilkadziesiąt lat było lepiej?

Nie namawiam nikogo to przechodzenia na weganizm, na życie zero waste (swoją drogą nie lubię tego określenia, less waste jest o wiele lepsze), całkowitej rezygnacji z przyjemności. Namawiam do małych kroków, bo dla planety jest lepiej jak wszyscy będziemy stawiać małe kroki, niż gdy tylko mała część nas radykalnie zmieni swoje życie.

Co możemy zrobić tu i teraz?

Jesz mięso? Kupuj tylko z hodowli ekologicznych. Powiesz mi, że jest drogie? Odpowiem: to mięso z intensywnych hodowli jest niemożliwie tanie. A poza tym, czy musisz codziennie jeść mięso?

Nie pakuj warzyw w supermarkecie czy na targowisku w woreczek foliowy. Weź luzem lub zaopatrz się w woreczek materiałowy. Znasz woreczki do prania bielizny? Doskonale się sprawdzają.

Pij wodę z kranu. Korzystaj z butelek wielorazowego użytku.

Weź swój kubek na kawę jak wiesz, że kupisz po drodze kawę na wynos.

Na wakacjach, zresztą na co dzień też, sprzątnij po sobie, zanim pójdziesz do domu. Nie wciskaj petów w piasek na plaży, zanieś do śmietnika.

A jak już mowa o śmieciach. Segreguj! Dowiedz się jak to działa w Twojej okolicy i zacznij to po prostu robić. To jest mniej uciążliwe niż Ci się wydaje.

Zmień myślenie o cenach produktów wysokiej jakości. One nie są drogie. One są wycenione na swoją wartość. To produkty masowe są niemożliwie tanie. Na prawdę nadal wierzysz, że latanie za 50 złotych jest normalne, że to jest realna cena biletu lotniczego? A t-shirt za 15 złotych? Przemyśl to, zastanów się następnym razem zanim wejdziesz na Aliexpress.

Czy naprawdę potrzebujesz czwartej pary balerinek? Dziesiątego swetra? Piątej torebki? Musisz koniecznie lecieć co roku na egzotyczne wakacje? Albo raz w miesiącu na weekend gdzieś w Europie? Może weekend w miejskim parku ze znajomymi też może spełnić Twoje oczekiwania?

Ja na przykład mam problem z kupowaniem książek i notesów. Trudno jest mi sobie odmówić. Niedawno wprowadziłam nową zasadę. Trzy przeczytane książki z własnych półek pozwalają mi kupić sobie jedną nową. Chętnie korzystam z biblioteki, ale nie wyklucza to niestety kupowania. Szczególnie, że nie tutejsze biblioteki nie mają polskich książek. Próbuję kupować więcej e-booków, ale nie zawsze mi się udaje powstrzymać przed papierem.

Notesów mam zapas na kilka lat. Muszę po prostu przestać kupować aż wykorzystam to co mam. Mam nadzieję, że wytrwam.

Wiesz już jakie małe kroki możesz zacząć stawiać? Podziel się z nami swoimi przemyśleniami.