Czytelniczo i dokąd czytając wędruje mój mózg

No i jak tam w nowym roku? Postanowienia, plany, czy inne takie zrobione?

U mnie najważniejsze postanowienie to dużo czytać, czyli to samo jak co roku, bo czytanie wspomaga moje dobre samopoczucie. Zawsze mówię, że jak nie czytam kilka dni, to lepiej nie być w mojej okolicy, choć muszę przyznać, że już dawno nie miałam przerwy dłuższej niż pół dnia. To dobry znak, bo oznacza, że moje własne dobre samopoczucie jest dla mnie ważne.

Nie wiem jak to jest nie czytać, nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak to jest nie lubić czytania, zanurzania się w historiach i poznawania przez nie innych światów. Pewnie dla niektórych filmy i seriale też mają te moce, ale dla mnie brakuje tam tego magicznego elementu, dzięki któremu sama przeobrażam opisany świat w obrazy. Nie uważam jednak, że czytanie jest jedyną rozrywką godną człowieka inteligentnego. Choć nie mogę wejść w skórę kogoś, kto nie lubi czytać, to rozumiem, że tak może być i nigdy nie namawiam nikogo do czytania.

Sama jestem czytelniczką zachłanną, najchętniej czytałabym ciągle więcej. Pewnie dlatego nie mogę przestać znosić książek do domu (na szczęście dla mojego portfela, ostatnio częściej z biblioteki niż z księgarni) i dodawać ich na Legimowe półki (tu też portfel się cieszy). Te ostatnie zaczęły się lekko uginać i chciałabym trochę zmniejszyć ich zasoby. Na czytniku czytam najczęściej wieczorem, w łóżku i gdzieś w drodze, w poczekalniach i na wakacjach. Ale chyba muszę to rozszerzyć zasięg użytkowania, bo inaczej nigdy nie przeczytam tego, co tam czeka.

Ale w tym roku nie planuję czytać tylko tego co czeka na czytniku. Wymyśliłam sobie, że przeczytam obydwie długie listy książek nominowanych do Women’s Prize. Obydwie, bo w tym roku do Women’s Prize for Fiction, dołączyła Women’s Prize for Non-Fiction. I tak jak jestem długoletnią fanką tej pierwszej i dzięki niej odkryłam mnóstwo świetnych książek, a wiele nominowanych do niej autorek stało się moimi ulubionymi, tak też mam nadzieję, że ta druga również przyniesie mi ciekawe odkrycia, również dlatego, że ja bardzo lubię literaturę faktu, szczególnie w formie literackiej.

Myślę też nad nagrodami Bookera, ale lista nominowanych do International Booker Prize jest też ogłaszana w marcu i nie wiem czy to nie będzie za dużo szczęścia. Może przeczytam krótką listę międzynarodowego Bookera i długą Booker Prize, bo ta jest ogłaszana w lipcu. Zobaczę jak to się ułoży, bo Women’s Prize jest moim priorytetem, a reszta to bonus.

Poza tym reaktywowałyśmy z dziewczynami z Instagrama nasz klub książki i wybrałyśmy dwanaście książek do przeczytania w tym roku i to jest naprawdę ciekawa lista i cieszę się bardzo i na czytanie i na nasze spotkania.

Nadal czytam Jeżycjadę i wypisuję tytuły książek czytanych przez jej bohaterów, ale nie spieszę się z tym bardzo, tylko podczytuję od czasu do czasu kolejne części. Wczoraj skończyłam „Opium w rosole” i zdradzę wam tutaj, że nie pojawia się w niej ani jeden tytuł książki, choć bohaterowie czytają. Nie spodziewałam się tego zupełnie.

Naszła mnie podczas czytania jeszcze jedna myśl, dotycząca słowa wędka (pojawia się ono w książce wielokrotnie i mój mózg musiał w pewnym momencie powędrować w tym kierunku). Bo dlaczego wędka jest do połowu ryb, a nie do wędzenia? Widzicie to, prawda? Wielki słownik języka polskiego podpowiada mi, że wędka to pierwotne zdrobnienie od st.pol. (od XIII w.) węda < psł. *ǫda ‘coś zakrzywionego na końcu, hak, haczyk’ < ‘to, na co się nadziewa, nakłada coś’, więc jak dla mnie we wcześniejszym znaczeniu mogłaby służyć do wędzenia i od razu mi lżej na sercu.

Leave a comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.