O poniedziałku, który bywa niedzielą

IMG_8241

Cisnę na pedały roweru jak szalona, bo wiem, że jestem już spóźniona do pracy. Nie mam nic do poniedziałków, ale to jedyny dzień, kiedy zaczynam o dziewiątej i czasem jest mi trudniej niż łatwiej, żeby zjawić się na czas. Jest za pięć dziewiąta, a przede mną jeszcze połowa drogi. Nic to, myślę, zostanę parę minut dłużej i się wyrówna. Nikt mnie nie kontroluje, nie odbijam karty przy wejściu, ale jednak dziwnie się czuję spóźniona. Czytaj dalej

W styczniu

rgti2kaq5n4-aaron-burden
Zdjęcie: Aaron Burden | Unsplash

Styczeń był dziwnym miesiącem. Z jednej strony czułam dobrą energię, przepełniał mnie spokój i pewność, że dam radę, że potrafię, że będzie dobrze. Z drugiej miałam poczucie ciągłej walki z samą sobą, a opowieści o sukcesach innych odbierały mi po kawałku dobre samopoczucie. Nagle wszyscy piszą i idzie im to świetnie, a ja walczę o każde zdanie. Dlatego koniec stycznia to zwątpienie we własne możliwości. Szkoda, bo ten miesiąc tak dobrze się zaczął. Czytaj dalej

Subiektywny alfabet emigracyjny: T jak tu mi dobrze

DSC00757

Dobrze mi tu, w krainie szarości, wody i wilgoci. Mimo że wybór Holandii był dziełem przypadku, to odnalazłam się w tej rzeczywistości. Ten kraj zaadoptował mnie tak jak i ja zaadoptowałam jego. To tutaj jest mój dom, moje życie i moje szczęście. To tutaj odnalazłam siebie. Czytaj dalej

Subiektywny alfabet emigracyjny: S jak samotność

A photo by Matthew Wiebe. unsplash.com/photos/tBtuxtLvAZs
Zdjęcie: Matthew Wiebe | Unsplash
Początki mojej emigracji naznaczone są samotnością. Nie taką emocjonalną, głęboką i rozrywającą serce, ale spokojną, pogodzoną z sytuacją. Wyjeżdżając wiedziałam co mnie czeka i nie spodziewałam się cudów. To była samotność wywołana wyrwaniem z tłumu, bo w Warszawie prawie nigdy nie byłam sama.  Czytaj dalej

Subiektywny alfabet emigracyjny: O jak od nowa

kaboompics.com_Lovely notebook, iPhone, pen and little pumpkin on the desk
Zdjęcie: kaboompics.com

Kiedy wyjeżdżałam do Holandii nie znałam języka, nie miałam pozwolenia na pracę i nie wiedziałam nic, poza tym, że jadę za facetem, którego poznałam kilka miesięcy wcześniej. Szalone przedsięwzięcie, mogłoby się zdawać. A dla mnie to była szansa na coś dobrego. Nie wiedziałam jednak, że przeprowadzka będzie oznaczała tyle nowych żyć, tylu razy zaczynania od nowa.  Czytaj dalej

Subiektywny alfabet emigracyjny: N jak Nieuwkoop

IMG_3923

Nieuwkoop – wieś, a raczej małe miasteczko, w którym wychował się mój ulubiony mąż. To właśnie tam przeprowadziliśmy się po paru miesiącach mieszkania w Amsterdamie. Wylądowaliśmy w samym środku „zielonego serca Holandii”, pomiędzy jeziorami. Czytaj dalej

Subiektywny alfabet emigracyjny: M jak moje miejsce na ziemi

Axel

Facet w granatowej koszuli. Ten, przez którego znalazłam się w Holandii. On, A., moje miejsce na ziemi. To do niego wracam z podróży. To on jest moim korzeniem. Dla niego walczę o siebie, o marzenia, o spełnienie. On mnie tu ściągnął i za nim pojechałabym na koniec świata.  Czytaj dalej

Subiektywny alfabet emigracyjny: L jak lubię to

DSC00762

„Emigracja zmienia ludzi.” Nie wiem ile razy to słyszałam. Emigracja nie zmienia ludzi. Emigracja daje szansę. Szansę na nowy początek, na zmianę, na poznanie siebie. I ja z tej szansy czerpię pełnymi garściami. Emigracja, a raczej wyrwanie się ze znanego mi otoczenia, pozwoliło mi na zobaczenie siebie z innej perspektywy. Czytaj dalej

Subiektywny alfabet emigracyjny: K jak koci (k)raj

IMG_1333
Kluska – Warszawianka w Haarlemie

Holandia to kraj kotów. Sądząc po ich ilości, kotów nie mają tylko ci, którzy są na nie uczuleni. Widać je w oknach domów, na ulicach, jak się wygrzewają na samochodach i jak biegają po dachach. Czytaj dalej

Rok książki

JVHB_logo-cirkel_blauw

2016 został w Holandii ogłoszony rokiem książki. W tym roku Królewskie Towarzystwo Księgarskie obchodził w zeszłym roku swoje 200 urodziny. W tym roku świętujemy ich raison d’être – książkę. Czytaj dalej