Rozgrzebane, napoczęte

Od początku tego roku napoczęłam kilka książek i jakoś nie mogę dobrnąć do ich końca. Nie, żeby źle mi się czytało, ale one zdają się tego końca nie mieć. (Inna możliwość jest taka, że ciągle coś mnie rozprasza.)

Piszę Wam tu, że od początku roku, ale popatrzcie na daty przy niektórych tych książkach, leżą rozgrzebane dłużej niż na to zasługują. Bo to wszystko dobre książki są, tylko ja jakaś taka nieogarnięta.

Nie wspominajmy nawet o dacie rozpoczęcia dwóch ostatnich pozycji ze zdjęcia powyżej, bo za to powinny być jakieś kary. Może nie cielesne, ale jednak.

I to jest w tym wszystkim najdziwniejsze, bo nie są te książki, których nie mam ochoty dokończyć, ale jakoś też po nie nie sięgam. Za to ciągle rozglądam się za kolejnymi ciekawymi lekturami. Może to jakaś choroba? Myślicie, że to można leczyć?

4 thoughts on “Rozgrzebane, napoczęte

    1. A nie, ja muszę mieć różne książki pod ręką. Poza tym czytam na czytniku w łóżku i zawsze zabieram go ze sobą jak wychodzę z domu, a poza tym najczęściej czytam w papierze.🤷‍♀️

      Like

Leave a comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.