Dużo myślę ostatnio o życiu. O tym co mnie w nim uwiera i jak bym chciała by wyglądało. Wyobraźnia ciągle podsuwa mi te same obrazy. Spokój, praca z domu, słowa, książki, ogród, wspólna popołudniowa kawa, my we dwoje, spokój. Od lat nic się w nich nie zmieniło. I właśnie ta życiowa myśl przewodnia, spokój, przeważa we wszystkim do czego mnie najbardziej ciągnie. Spokój miejsca, w którym żyję, ale też poczucie spokoju, bo robię to, co lubię. I to właśnie brak tego drugiego uwiera mnie teraz najbardziej.
Dzisiaj najchętniej zawinęłabym się w koc po czubek głowy i udawała, że mnie nie ma. Jest we mnie ciężkość, napięcie, czuję, że coś z tego wyniknie, nie wiem tylko co. Oby coś, co mnie wyciągnie spod koca i pomoże mi działać w kierunku tego, co może mi przynieść życiowy spokój. Choć coraz częściej myślę też, że może czas porzucić te ciągoty, że może da się znaleźć ten spokój po drugiej stronie. Tylko ta druga strona tak bardzo mnie nie pociąga. To sposób na przetrwanie, na zarabianie pieniędzy, ale nie na dobre życie. Bo ja nie chcę ciągle więcej, wyżej, dalej. Ja chcę tyle ile mi potrzeba by żyć w spokoju, bez ekscesów i drogich wakacji.