Powoli dochodzę do wniosku, że Legimi zostało stworzone przez diabła. Z jednej strony jest cudowne, bo niewygórowana kwota miesięczna daje mi dostęp to mnóstwa świetnych tytułów, z drugiej strony, jest okropne, bo niewygórowana kwota miesięczna daje mi dostęp to mnóstwa świetnych tytułów. A od kiedy odkryłam, że jest tam coraz więcej świetnych tytułów angielskojęzycznych wpadłam w obłęd i nie wiem jak się z niego wydostać.
W tej chwili na moich półkach czeka na przeczytanie jakieś 250 (słownie: dwieście pięćdziesiąt) książek. 250! Dwieście pięćdziesiąt! To jakieś dwa lata czytania, zakładając, że już nie będę nic na nie dodawać (a dobrze wiemy, że to niemożliwe), nie wspominając już o tym, że nie mogłabym przez ten czas czytać innych książek, na przykład z biblioteki, czy tych co czekają w formie papierowej w domu, czy też elektronicznej na Kindle. Co teraz? Porzucić Legimi i kupować książki indywidualnie? Ale co z moim portfelem? Czy on to wytrzyma? Raczej nie. A może porzucić czytanie po polsku i szukać książek w bibliotece i wyczekiwać okazji na Kindle? Jak żyć?
Jak nic był w to wszystko zamieszany diabeł, bo nikt o zdrowych, czytelniczych zmysłach nie wymyśliłby takiej pułapki. Bo wiecie, jak kupuję, to się muszę dobrze zastanowić czy to książka dla mnie, a i wtedy zdarzają się wpadki, a z Legimi, to jak z biblioteką, jak tytuł mnie zaciekawi, to dodaję na półkę, czasem nawet nie czytając o czym ta książka jest. To podobnie jak z listami książek do przeczytania, łatwo się do nich dodaje kolejne tytuły, choć takie listy nie stresują tak jak widok tych zapełnionych legimowych półek. Może nie powinny mnie stresować. Może powinnam wzruszyć ramionami i po prostu czytać dalej i nie myśleć o tym, że może nigdy nie wyczytam tego wszystkiego co na mnie czeka. Może.
Chyba jednak poczucie, że nie przeczyta się wszystkiego co czeka na półkach, czy to domowych, czy bibliotecznych, księgarnianych czy legimowych, jest czymś wbudowanych w czytelników. Na pewno są tacy dziwni osobnicy, co czytają książki na bieżąco i nie znoszą do domu zapasów, nawet jeśli tylko elektronicznie. Ja jednak tychże jednorożców jeszcze nie spotkałam, a czeluście książkowego internetu podpowiadają mi, że większość z nas żyje ze stosami, które nas mniej lub bardziej prześladują.
To zawsze lepiej mieć w swoim szaleństwie towarzystwo, ale może lepiej by było w ogóle to szaleństwo pominąć. Na razie nie pozostaje mi nic innego jak liczyć na niespodziewany spadek po bogatej dalekiej krewnej albo wygraną na loterii, na której nie gram (prawdopodobieństwo pierwszego przypływu gotówki jest tak wysokie jak drugiego), co bym mogła rzucić pracę i spędzić resztę życia czytając. A do tej pory nadal czytać gdzie i kiedy mogę i cieszyć się, że jest jeszcze tyle książek do przeczytania, więc na pewno mi ich nie zabraknie.
Jeśli chcecie wypróbować Legimi, to tutaj macie dostęp do 30 dni próbnych, zamiast standardowych trzech. To nie współpraca, każdy użytkownik Legimi może wygenerować taki link.
Kusisz diable?
LikeLike
Zawsze!
LikeLike