Cały piątek spędziłam na czytaniu książki, to samo w niedzielę. I te dwie noce spałam z tylko jedną pobudką na wizytę w toalecie (mały pęcherz, dużo płynów, może też wiek). Choć w niedzielę też pisałam, Morning Stories na Substacku i recenzję piątkowej książki. Ale poza tym, czytałam, głaskałam kota, rozmawiałam z mężem. Nic poza tym. Nawet skrolowanie Instagrama było mocno ograniczone (nie ma to jak wciągająca książka, żeby odpuścić doom scrolling). Dochodzę więc do wniosku, że jeśli chcę dobrze spać, muszę całymi dniami czytać.

Wychodzi na to, że miałam rację jak mówiłam, że czytanie książek i o nich pisanie, to praca dla mnie i że potrzebuję, żeby ktoś mnie w tym zakresie zatrudnił. Nie tylko miałabym ogromną radość z wykonywanej pracy, ale byłabym też wreszcie wyspana i wypoczęta. Zawsze wiedziałam, że czytanie jest dla mnie dobre, teraz tylko znaleźć kogoś, kto mi za nie będzie chciał płacić. Jacyś chętni?