Historia mojego e-czytania

Lubicie e-booki czy nadal się przed nimi wzbraniacie?

Moje e-czytanie zaczęło się w 2015 roku, kiedy na gwiazdkę kupiłam sobie czytnik Kobo. Na początku korzystałam z niego tylko podczas wyjazdów, aż powoli coraz częściej zdarzało mi się kupić e-booka. E-czytanie dostało przyspieszenia w 2019 roku, kiedy postanowiłam, że czas na abonament Legimi. Do niego dokupiłam sobie PocketBooka, bo niestety nie da się Legimi czytać na Kobo.

Miałam więc dwa czytniki. Kobo używałam do czytania książek z biblioteki i kupionych, a PocketBooka tylko do Legimi, czyli czytania po polsku. Ten 2019 rok, to były złote czasy Legimi, było na nim nawet W.A.B, które potem przeniosło wszystkie swoje książki do EmpikGo. Jak śledzicie polski światek literacki, to pewnie wiecie, że w zeszłym roku sporo wydawnictw przeszło na system książek za dopłatą, a niektóre w ogóle wyniosły się z Legimi. Nadal nie wiem co się dokładnie wydarzyło i pewnie już nigdy się nie dowiem, ale na szczęście mało mnie to interesuje. Nadal mam nadmiar książek na legimowych półkach i nie zapowiada się, żeby szybko udało mi się przez nie przebrnąć. Do tego oferta anglojęzyczna robi się coraz ciekawsza i na dzień dzisiejszy 179 z 294 książek na moich półkach jest po angielsku właśnie.

Od dołu: Kobo Aura H2O, PocketBook Touch Lux 4, Kindle Paperwhite, PocketBook Touch Lux 3.

Rany julek, ależ polubiłam e-booki. Nagle (choć przecież nie tak nagle) nie potrafiłam już sobie wyobrazić czytania bez nich. A do tego wszystkiego znacznie obniżyły się koszty mojego hobby uzależnienia. Czytniki były w ciągłym użyciu, w drodze do pracy, w poczekalniach, w każdym momencie w międzyczasie, kiedy byłam poza domem, a szczególnie wieczorem, w łóżku. Czytanie przy zgaszonym świetle, leżąc wygodnie na boku, to jedna z największych wieczornych przyjemności.

I to właśnie to wieczorne czytanie doprowadziło do mnie do zguby. Pewnego wieczoru obudził mnie huk uderzającego o podłogę PocketBooka. Skończył on swój żywot tragicznie w październiku 2021 roku. Och, jakże mi było przykro, nie tylko dlatego, że boli mnie wyrzucanie aparatów, które wolałabym naprawić (nie opłaca się, wymiana ekranu kosztuje więcej niż nowy czytnik), ale też dlatego, że straciłam możliwość czytania na Legimi. Do tego nie miałam wtedy akurat pracy i kupienie nowego czytnika nie wchodziło w grę.

I wtedy, cała na biało, weszła do akcji Ewa Madeyska, która przykazała mi podzielić się tym na Instagramie i poprosić o wsparcie. A że ja się (czasami) słucham mądrzejszych ode mnie, to tak też zrobiłam i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu jeszcze tego samego dnia cudowna instagramowa społeczność zrzuciła mi się na Kindla. Zdecydowałam się na Kindle ze względu na cenę, w tym momencie był tańszy od PocketBooka.

Okazało się jednak, że przy moim czytaniu, Kindle i Legimi, to nie jest idealne połączenie. W abonamencie bez audiobooków, na Kindla można przerzucić siedem książek miesięcznie, w abo z audio – dziesięć. Przy mojej metodzie dodawania książek na półki, nie jest to wystarczające. Należę do osób, które często wybierają książkę, bo okładka taka ładna albo tytuł intrygujący. Opisów z reguły nie czytam, więc często są to wybory niekoniecznie trafione. W ten sposób potrafię zacząć kilka książek jedna po drugiej i wszystkie z nich porzucić już po kilku stronach, aż wreszcie znajdę tę, która jest dla mnie.

I tak w zeszłym roku dokupiłam kolejne PocketBooka, tym razem z drugiej ręki, z trochę porysowanym ekranem i lekko poobijanego, ale za €30 nie byłam zbytnio wymagająca. Grunt, że działa, Legimi na nim śmiga, a bateria trzyma najdłużej ze wszystkich czytników z jakimi miałam do czynienia. Czytam więc sobie dalej, a czytniki mają teraz swoje specjalizacje. Kobo jest do książek bibliotecznych, PDFów i książek kupionych na Kobo. Kindle do książek z Amazona i do dokumentów wordowskich, a PocketBook do Legimi. I tak zdarza mi się czasem czytać w ciągu jednego dnia na wszystkich trzech czytnikach, a do tego coś w papierze, bo ja nie umiem czytać tylko jednej książki, nawet w przeciągu jednej doby.

P.S. Wiecie, że pierwszy czytnik z e-papierem to Sony Librie z 2004 roku? Najbardziej chyba znany Kindle pojawił się na rynku dopiero trzy lata później, a pierwsze Kobo dopiero w 2010 roku. W Holandii najbardziej popularnym czytnikiem jest Kobo, które ma połączenie z bol.com i możliwość abonamentu Kobo Plus.

10 thoughts on “Historia mojego e-czytania

  1. Lubię papier i e-papier :).

    Mam kindle, więc oferta Legimi mnie trochę odstraszyła. Tzn. wątpię, żebym przekroczyła ich limit, ale nie lubię takiego ograniczania. Niby reklamują się, że czytaj, ile chcesz, a potem małym druczkiem, no chyba, że masz kindle, to wtedy tylko kilka książek. Ta afera to trochę zaczęła być śmieszna, jak Wyborcza codziennie rozpisywała się i powtarzała kilka tych samych faktów i domysłów, ale na serio, rynek książek i ebooków w PL podobno jest bardzo problematyczny pod względem cen. Czasami korzystam z publio.pl i tam coś kupuję (np. moje ulubione kryminały z Montalbano).

    Liked by 1 person

    1. Czyli tak jak ja. :)

      A wiesz, to ograniczenie na Kindlu, to nie Legimi, tylko Amazon. Wiesz, masz kupować albo korzystać z Kindle Unlimited, a nie czytać w innych abonamentach.

      Andrea Camilleri, też bardzo lubię i ciągle sobie obiecuję, że będę go czytać po włosku, ale muszę najpierw podreperować jego stan. :D

      Liked by 1 person

  2. Ja jeszcze rozmyślam nad czytnikiem, ale czuję, że to się nieuchronnie zbliża. Szczególnie na wyjazdach i w podróży wydaje mi się to szalenie kuszące! Dziękuję za edukacyjny dla mnie wpis!

    Liked by 2 people

    1. Cała przyjemność po mojej stronie. Czytnik to naprawdę świetny wynalazek, szczególnie w podróży. Tak sobie myślę, że mogłabym pewnie żyć tylko z czytnikiem i biblioteką, gdybym nie miała przestrzeni na książki w domu. :-)

      Liked by 1 person

Leave a reply to Anna Maria Boland Cancel reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.