Porządki na półkach, niekoniecznie książkowych

Ostatnio potrzebowałam czasu dla siebie. Bez mediów społecznościowych, bez bloga, bez spotkań towarzyskich. Potrzebowałam wrócić do siebie, pobyć ze swoimi myślami, na nowo odkryć co jest dla mnie ważne. Wrócić do siebie po prostu, w spokoju, bez głosów innych ludzi, bez widzenia ich sukcesów, bez ich komentarzy przez kilka tygodni ciszy, odpoczynku dla głowy i emocji. Szczerze mówiąc spodziewałam się nowych odkryć, rewelacji, wielkich przestrzeni w głowie. Okazało się, że wcale tego nie potrzebowałam, bo już wcześniej byłam na dobrej drodze, nie potrzebowałam szukać, bo dobrze wiem, czego chcę. Czasem dobrze jest jednak sprawdzić czy to do czego dążymy nadal jest tym, czego chcemy, bo może poruszamy się w tym kierunku z przyzwyczajenia albo poczucia obowiązku („jak już zaczęłaś, to skończ”).

Dużo czasu spędzałam tak.

Regularnie robię porządki w stosach nieprzeczytanych książek i na listach książek do przeczytania. Sprawdzam czy to, co sobie zapisałam czy odłożyłam nadal do mnie przemawia, czy nadal mnie interesuje. To samo robię z celami, marzeniami, dążeniami, bo i te czasem przestają do mnie pasować. Kiedyś chciałam mieszkać w mieście, wręcz nie wyobrażałam sobie życia poza dużym miastem. Teraz mieszkam w małej wsi i nie wyobrażam sobie inaczej, a raczej wyobrażam sobie, że kiedyś jeszcze zamieszkam w miejscu oddalonym od ludzi, w ciszy i spokoju, otoczona naturą. Gdybym kilka lat temu nie przyjrzała się temu miejskiemu marzeniu, pewnie nigdy bym nie odkryła, że z niego wyrosłam, że nie jest ono już dla mnie i że teraz potrzebuję czegoś zupełnie innego.

I tak nadszedł czas na zrewidowanie tego o czym mówię już od dziesięciu lat (Jak nie dłużej. Dłużej. Zdecydowanie dłużej.). Zastanawiałam się czy nadal tego naprawdę chcę, czy może mówię o tym z przyzwyczajenia albo dlatego, że myślę, że powinnam trzymać się tego, co kiedyś postanowiłam. Z jednej strony chciałam, żeby to nadal było aktualne, z drugiej może gdyby się okazało, że to już nie to, zyskałabym poczucie wolności?

W ciszy i spokoju, oderwana od świata zewnętrznego przekonałam się jednak, że jeszcze z tego nie wyrosłam, a nawet jeszcze głębiej w to marzenie wrosłam. Czuję je całym ciałem, czasem mam wrażenie, że tak bardzo tego chcę, że wszystko mnie boli. Dlaczego więc ciągle odkładam je na później? Dlaczego nie działam na jego spełnienie? Nie robię tego, co mnie do tego przybliża?

Ostatnio byłam na wieczorze dla organizacji zajmujących się szerzeniem kultury (szeroko pojętej kultury) i tam ktoś powiedział, że jak chce coś robić, to po prostu próbuje i tak na przykład od wielu lat występuje na scenie i pisze felietony do gazety. Przypomniało mi to, że ja też kiedyś taka byłam. Jak czegoś chciałam to próbowałam, najczęściej tak długo aż mi się udało albo aż wiedziałam, że nic z tego nie będzie i więcej już nic nie mogę zrobić. A potem gdzieś się pogubiłam, zaczęłam szukać „jedynej słusznej drogi”, przyglądać się jak działają inni i zastanawiałam się czy nie powinnam iść ich śladem. Chciałam się wbić w format, który do mnie zupełnie nie pasuje. I to chyba jest to, co mnie najbardziej zatrzymywało, co nie pozwalało mi iść tam, gdzie chciałam być.

To wszystko zaczęło się w czerwcu, wraz z obcięciem włosów (a raczej ścinka była efektem tego początku). Teraz to we mnie dojrzało i czuję, że wreszcie wróciłam do siebie i mam nadzieję, że da mi to siłę do działania na swoje dobro.

8 thoughts on “Porządki na półkach, niekoniecznie książkowych

  1. Jak się jest młodym, to otoczenie oczekuje standardowych marzeń, studia, praca, zostań lekarzem, prawnikiem, dom, mieszkanie, rodzina, podróże etc. I to w pewnym momencie zaczęło mnie uwierać, że ja nie chcę / nie mam takich marzeń i celów. Tak myślę, że kryzys wieku średniego, kiedy ludzie próbują zdefiniować swoje cele na nowo, dopadł mnie już w liceum. A koniec końców jakoś nigdy nie miałam presji, żeby wybrać inne. Dwa razy może wymyśliłam, że chciałabym pracować tu i tu, ale i tak nic z tego nie wyszło, więc pewnie więcej nie będę próbować. Jak pytają mnie na rozmowie o pracę, gdzie się widzę za 10 lat, to dostaję białej gorączki. Ja ledwo wiem, jak dotrwać do końca tygodnia, a gdzie tu wizja na 10 lat… Mam nadzieję, że uda Ci się przybliżyć do swoich celów!

    Zapisałam się do biblioteki w moim Leiden i teraz jestem jak dziecko w sklepie zabawkami. 🤪 Nie wiem, co zacząć czytać najpierw, moja lista książek ma już prawie 100 pozycji, nie wiem, kiedy to przeczytam… Nigdy nie robiłam list książek do przeczytania, bo wiedziałam, że będę stresować, że jeszcze tyle i nowe ciągle będą się pojawiać. Tu zrobiłam ze względów praktycznych, żeby wiedzieć, które są po angielsku i kiedy są dostępne. W ogóle ta biblioteka jakaś dziwna, ogromna, dużo ludzi, można wejść z ulicy i tak po prostu poprzebywać, jakieś zajęcia, rozmowy (może tak jest zawsze w NL?), a nie jest to zakurzona ciasnawa świątynia ciszy jak moja stara biblioteka w Wawie… To raczej obserwacja, nie narzekanie, obie wersje mają swój urok. 😊

    Liked by 1 person

    1. Dziękuję. I tak! Niedawno mnie też zadano to pytania. Zawsze mam ochotę odpowiedzieć, że się widzę na wcześniejszej emeryturze.😂 Nie rozumiem też pytań do dzieci i młodzieży o to kim chcą w przyszłości zostać, w sensie zawodu. Mam wrażenie, że kładziemy nacisk nie na to, na co powinniśmy, ale ja chyba nigdy nie wpisywałam się w ramy społeczne.

      A biblioteka w Leiden miała też swego czasu książki po polsku (i w kilku innych językach), w oddziale centralnym, z tyłu, na pięterku.

      Tak jest we wszystkich bibliotekach w Holandii, bo biblioteki mają też zadanie budowania społeczności. Biblioteki mają też za zadanie być bezpiecznym miejscem dla wszystkich. Tutaj można posiedzieć, poczytać, napić się tanio kawy. Taki duży pokój w mieście czy wsi.

      Like

      1. Widziałam książki po francusku i niemiecku, za polskimi nie przyszło mi do głowy się rozglądać…

        Tak z ciekawości, to standard, że trzeba płacić za rezerwacje książek (1 euro za książkę)? Rozumiem, że to dodatkowa praca dla biblioteki i mobilizuje, żeby odebrać zamówioną książkę, ale z drugiej strony płacę już abonament…

        I te książki to jakoś specjalne są wydawane dla bibliotek, bo dużo ma takie twarde okładki nadrukowane?

        Liked by 1 person

        1. Biblioteki z opłatami za rezerwacje są w mniejszości. Normalnie tylko rezerwacje z innych bibliotek w kraju są płatne.

          Książki dla bibliotek są okładane specjalnie przez NBD Biblion. Oni kupują paperback, który zrywają i drukują nową oprawę, którą potem foliują specjalną folią.

          Tutaj pokazują jak to robią:

          Like

          1. Noo, byłam tam w tej hali i obserwowałam to z bliska. Coś niesamowitego. A do tego ciągle szukają rozwiązań przyjaznych środowisku. Na przykład innych folii, takich które się będą rozkładać z papierem, bo teraz okładki zubytkowanych lub zniszczonych książek muszą być wyrzucane do normalnych śmieci, a reszta do papieru.

            Like

  2. Chciałabym wiedzieć jak to się robi – ma pomysł i PRÓBUJE. Tak bez zastanawiania się, planowania, analizowania wszystkich za, przeciw, co by było gdyby i jakie jest ryzyko. Aż do wypalenia się pomysłem, zanim się w ogóle spróbowało 😅
    To jeszcze odległa dla mnie sztuka, zdecydowanie.

    Liked by 1 person

    1. Może trzeba zacząć od małych rzeczy, takich, które niosą ze sobą niskie ryzyko. Szczerze mówiąc, nie wiem jak zmienić postawę z analitycznej na działającą, pewnie u każdego wygląda to inaczej. Ale wiem na pewno, że działanie leczy ze strachu, a nadmierne analizowanie i planowanie jest zazwyczaj właśnie strachem powodowane. Więc może małe działania, które pokazują naszemu ostrożnemu umysłowi, że nie zginiemy marnie jak zrobimy coś nowego?

      Liked by 1 person

Leave a comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.