Poddałam się

Dzień trzeci kanapowania i kocykowania, z kocim błogosławieństwem. Dopadła mnie jakaś przyziemna infekcja (choć lekarz twierdzi, że raczej ich zbiór) i trzyma mnie już sześć tygodni. W końcu mnie złożyła i się jej poddałam. Siedzę więc teraz grzecznie na kanapie i odpoczywam, pozwalam ciału robić swoje, z małą pomocą witaminy C i dużej ilości płynów. Czasem przysnę, ale większość czasu spędzam czytając, naprzemiennie z podglądaniem świata w mediach społecznościowych. Wieczorem oglądam odcinek albo dwa serialu, BookTuba albo gadam (online) z koleżankami z klubu książki. Wczoraj, na przykład, omawiałyśmy „Chochoły” Wita Szostaka.

Nadal nie wiem co o tej książce myślę. Bardzo podobał mi się styl autora i zamysł na tę powieść, ale pod koniec czułam zmęczenie i miałam wrażenie, że powinna się była skończyć wcześniej. Za to bardzo podobały mi się subtelne aluzje do polskości, do polskiego postrzegania świata, do pewnych zachowań, które ja kategoryzuję jako typowo polskie. Pięknie jest to zrobione i do tego z dużą dozą humoru.

Kanapując, przeczytałam do tej pory „Tell Me Everything”, czyli piątą część serii Amgash o Lucy Barton i znowu zachwyciłam się pisarstwem Elizabeth Strout. Ludzie zasiedlający jej książki są tacy prawdziwi, jakby byli przeniesieni z ulicy. W tej części spotykają się bohaterowie różnych jej powieści, a ja do tej pory przeczytałam tylko obydwie Olive Kitteridge i całą Lucy, czas więc sięgnąć po Amy & Isabelle i braci Burgess.

Sięgnęłam też po „Jeszcze się kiedyś spotkamy” Magdaleny Witkiewicz. Goodreads mi podpowiedział, że już to kiedyś czytałam, ale nawet opis mi nic nie mówił. Przeczytałam ją więc na nowo i choć nie było źle, to nie mogę się zgodzić z autorką, że to jej najlepsza książka. Rozumiem, że jest dla niej ważna, bo oparta na historii rodzinnej, ale napisała potem inne książki, które w moim mniemaniu są lepsze od tej.

Wczoraj, na koniec dnia wciągnęłam jeszcze króciutką „The Writer’s Cats” Muriel Barbery i świetnie się przy niej bawiłam, mimo że generalnie nie lubię zwierzęcych narracji. Ale ta książeczka jest idealną rozrywką i do tego ma fajne ilustracje.

Już w łóżku zaczęłam „Tokio. Opowieści z Dolnego Miasta” Piotra Milewskiego, a dzisiaj od rana czytam „Stone Yard Devotional” Charlotte Wood i to pewnie z tą właśnie książką spędzę resztę dnia.

Nie jestem dobra w chorowanie, ale na szczęście jestem dobra w czytanie, więc jakoś udaje mi się przetrwać te dziwne kocykowo-kanapowe dni. To nie tak, że nie umiem odpoczywać. Umiem. Jestem w tym nawet bardzo dobra, ale nie umiem w narzucone odpoczywanie, szczególnie kiepskim samopoczuciem. Mam nadzieję, że infekcja powoli zacznie mi odpuszczać i będę mogła wrócić do innych spraw, choć do pracy w biblio jakoś mi się nie spieszy.

Leave a comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.