Koty, spokój i niedobór liter

Jestem, żyję, byłam na urlopie. Urlopie tak naprawdę od jednej pracy i kawałka drugiej, bo wpadło mi kilka zleceń na recenzje wewnętrzne dla wydawnictwa i nie mogłam im i sobie odmówić. Jednak redakcja musiała poczekać na mój powrót. Od wczoraj znów poruszam się po rzeczywistości, spędziłam długie popołudnie w pracy na burzy mózgów, dzisiaj od rana czytałam tekst do redakcji, a popołudniu znowu praca biblioteczna, tym razem z zacisza własnego pokoju na poddaszu.

Na urlopie byłam w pięknej Anglii. Pogoda nam sprzyjała, owce się pasły na okolicznych pastwiskach, koty chciały się przytulać, był spokój, książki (kupowane i czytane), spacery i dużo siedzenia pod kocem na kanapie. Dobrze było wyjechać i fizycznie oderwać się od codzienności. Lubię być w domu, ale czasem potrzebuję być gdzieś indziej, żeby trochę zresetować głowę.

Tym razem wybraliśmy się do znajomych, żeby zaopiekować się ich kotem podczas ich nieobecności. Kotów nagle zrobiło się pięć, ale to zupełnie inna historia. Miałam wielkie plany czytelnicze, ale moja głowa nie chciała współpracować i podczas gdy mój mąż kończył książkę za książką, ja powoli przebijałam się przez nowego Buwaldę i w całości przeczytałam raptem trzy książki. Teraz mam poczucie, że muszę nadrobić zaległości, co jest zupełnie bez sensu, ale nic nie mogę na to poradzić. Czytam nadal kiedy mogę, ale też dużo się dzieje w mojej małej głowie i przeszkadza mi w czytaniu. Może jednak powinnam zacząć więcej robić, a mniej myśleć, bo niedobór przyjmowanych liter na pewno się obróci przeciwko mnie. Takie uroki uzależnienia.

Nic to, lecę do fizjoterapeuty szczęki, obawiam się, że będzie to bardzo bolesne doświadczenie po tak długiej przerwie, ale przetrwamy i to.

Leave a comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.