O czytelniczej przyjemności

Wczoraj w pracy pewien starszy pan zagadnął mnie o spokój jaki tego dnia panował w bibliotece. I rzeczywiście był to wyjątkowo spokojny dzień i bardzo mało osób nas odwiedziło. Czasem to dobrze, bo daje szanse na małe porządki, ale ileż można ogarniać książki na regałach. Rozmowa zeszła nam się na czytanie, a raczej na to ile czytamy. Otóż ten pan przyszedł wybrać książki dla żony, bo sam czyta najchętniej na czytniku.

A na tym czytniku czeka na niego ponad trzysta książek. Trzysta! Ponad! Nawet ja nie mam takich ebookowych zapasów. I mówi mi on, że chętnie by czytał więcej, ale nie lubi czytać w ciągu dnia, bo wtedy woli być aktywny. Ogarnia więc dom, ogród, idzie na spacer. Wieczorem dopiero znajduje czas na książkę. W związku z tym obawia się, że jednak nie da rady przeczytać całych zapasów, bo jednak, mimo mojej miłej sugestii, nie chciał odpuścić snu.

To są te momenty kiedy bardzo lubię moją pracę, takie niezobowiązujące rozmowy z czytelnikami, z ludźmi, którzy kochają książki tak jak ja, którzy też czasem chcieliby czytać więcej, a czasem wręcz są źli na siebie, że czytają za mało. Trochę to śmieszne, bo przecież najważniejsza jest z tego czytania przyjemność, ale to ten głód czytania wywołuje u nas takie skrajne emocje.

Osobiście lubię czytać spokojnie, bez pośpiechu, ale równocześnie wkurzam się niemiłosiernie, że przeczytanie niektórych książek zajmuje mi zbyt dużo czasu. A są takie książki, których najzwyczajniej na świecie nie da się czytać szybko. Te książki są stworzone do powolnego zanurzania się w historii, do spokojnego poznawania ich świata i bohaterów. Pęd przez nie odebrałby mi trochę przyjemności, a może nawet zgubiłabym po drodze część historii.

Ale czytając te książki, wkurzam się na siebie, bo przecież powinnam czytać szybciej jak chcę czytać więcej. Bo przecież tyle książek czeka na przeczytanie, bo przecież… Mogłabym tak w nieskończoność. I choć te wszystkie myśli regularnie pojawiają się w mojej głowie, to nadal nie zamierzam zapisać się na kurs szybkiego czytania. Nie chcę, odmawiam i już.

Ja się chcę zanurzać w historiach na spokojnie, chcę iść ich rytmem. Czasem powolnym, czasem szybkim. Chcę dać się prowadzić historii, narracji, temu jak autor zbudował ten świat. Dla mnie to jedna z największych przyjemności w czytaniu. Mieć możliwość podążania różnymi ścieżkami, poruszania się w różnym tempie, poddawania się rytmowi życia bohaterów. I tak sobie myślę, że nie warto tego zmieniać dla większej ilości przeczytanych książek.

A wy, jak czytacie?

Leave a comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.