Podejrzewam, że większość z nas chciała kiedyś zatrzymać czas. Choćby na chwilę, żeby tak nie pędził, żeby móc się trochę dłużej cieszyć jakąś chwilą, może czyjąś obecnością, a może najzwyczajniej, żeby ten urlop się nie skończył. Tylko czy naprawdę zastanawialiśmy się nad tym jakby wyglądało nasze życie w takim zatrzymanym czasie?
Solvej Balle szuka odpowiedzi na to pytanie w swojej powieści O objętości czasu, w której Tara Salter utknęła w 18 listopada. Codziennie budzi się z nadzieją, że czas ruszył i codziennie musi się mierzyć z tym samym dniem, z tą samą sekwencją wydarzeń. Spotykamy ją w 121 powtórce, „Jest osiemnasty listopada. Przyzwyczaiłam się do tej myśli. Przywykłam do tych odgłosów, do szarego światła poranka i do deszczu, który zaraz zacznie padać w ogrodzie”. Wszystko jest przewidywalne, wszystko jest codziennie takie samo.


Pierwszą część czytałam w zeszłym roku, po niderlandzku. Nie zachwyciła mnie, więc kiedy Wydawnictwo Poznańskie wydało polską wersję (w przekładzie Sylwii Izabeli Schab), sięgnęłam po nią, żeby się upewnić, że to nie była kwestia tłumaczenia. Nie była, a ja zastanawiałam się skąd te zachwyty. Pomysł jest bardzo ciekawy, ale zostawił mnie z niedosytem.
Mimo tego sięgnęłam po drugą część (w przekładzie Zuzanny Zywert) i tym razem zaskoczyło. Pewnie dlatego, że Tara jest mniej pasywna, pojawiają się w niej filozoficzne przemyślenia, więcej w niej życia. Poczułam ekscytację sytuacją, zaczęłam myśleć nad rozwiązaniami, nad możliwościami wyjścia z 18 listopada. Szukałam znaków (mam jedną teorię, ale nie zdradzę), które wyjaśniałyby jej utknięcie w czasie. Czułam się bardziej związana z tą historią i zastanawiałam się jak można ruszyć czas, jak Tara mogłaby się wydostać z 18 listopada. Ale też, co bym zrobiła gdybym to ja codziennie budziła się w jednym dniu. Szukałabym wyjścia czy przygód?
W tym wszystkim po głowie chodzi mi jedno pytanie: skoro tylko Tara utknęła w 18 listopada, a reszta żyje dalej, to czy jej szukają? Przecież w ich świecie nie wróciła do domu.
Ponieważ Wydawnictwo Poznańskie nie zdradza kiedy pojawi się kolejny tom, chyba się skuszę na wersje niderlandzką, bo ukazało się już pięć (z siedmiu) części. Może w którejś z nich znajdę odpowiedź na moje pytanie.