Co ma zazdrość do pisania

Czytałam ostatnio książkę Ruth Reichl „Tender at the Bone” i w jednym z rozdziałów pisze o tym jak redaktor czasopisma zaproponował jej pisanie o restauracjach. Poczułem ostre ukłucie zazdrości. I wiecie, tu chodzi o historię sprzed kilkudziesięciu lat, nic współczesnego, osoba mi nie znana, poza jej książkami, a jednak, zazdrość, bo ja też bym chciała pisać dla czasopisma.

Już kiedyś to mówiłam, obserwowanie swojej zazdrości to bardzo dobra metoda na odkrycie naszych potrzeb, naszych marzeń. U mnie pojawia się zawsze jak widzę, że ktoś, kogo znam, choćby tylko z internetu, wydaje książkę albo jak ukazuje się jego artykuł. Bo pisanie to moja potrzeba, moje największe życiowe marzenie, to do tego rwie się moje serce.

A ostatnio czuję to coraz bardziej, mocniej, wyraźniej. Kłucie w sercu pojawia się nawet w momentach, w których kiedyś moje serce nie zaczęłoby szybciej bić. Teraz, kiedy sama nie piszę od paru miesięcy, ta potrzeba jest silniejsza, zazdrość bardziej dotkliwa.

Powiecie, że nic prostszego. Trzeba usiąść i pisać. To właśnie robię tym tekstem, choć zbierałam się do niego od tygodnia. Bo nawet jak się czegoś bardzo chce, to trudno do tego wrócić po przerwie.

I znowu sobie obiecuję, że będę regularnie pisać. Tu na blogu, ale nie tylko. Trzymajcie za mnie kciuki i upominajcie mnie jak zniknę, co?



Życie w kwadratach

Ostatnio Instagram mnie frustruje. Właściwie to nie Instagram sam w sobie, ale moja tam obecność, a raczej sposób i czym się tam dzielę. Zaczęło się od tego, że posłuchałam instagramowych guru i zaczęłam ograniczać zdjęcia pozaksiążkowe. To doprowadziło do zmęczenia materiału, bo przecież moje życie to coś więcej niż same książki. Znowu dzielenie się innymi aspektami życia odciągnęło mnie od bloga. Czyli prosta droga (no może trochę pokrętna) do frustracji i zniechęcenia kwadratowym światem.

View this post on Instagram

Sometimes I have doubts about being here, on Instagram I mean. I’m asking myself if it doesn’t keep me away from writing and blogging. I have this feeling that pouring my thoughts out here makes me empty and I have nothing left for my blog. Maybe I should take the thoughts from here and elaborate on them there? I love Instagram and the connections it sparks. I found here many good people who are cheering me on. Thank you for that. You know who you are. Still, sometimes, I just want to get away from it. Just to check how it would work without it. 🍃 Czasem mam wątpliwości co do mojej obecności tutaj, na Instagramie. Zastanawiam się czy nie blokuje mnie w pisaniu i blogowaniu. Mam wrażenie, że przelewanie moich myśli na opisy wyczerpuje moje zasoby i nie mam już o czym pisać na blogu. A może powinnam brać myśli stąd i rozwijać je tam? Bardzo lubię Instagram i znajomości, które dzięki niemu powstały. Znalazłam tutaj wielu dobrych ludzi, którzy mnie dopingują. Dziękuję Wam za to. Wiecie kim jesteście. Mimo wszystko czasami chcę stąd uciec. Sprawdzić jakby było bez niego. 🍃 #instagrammusings #doubts #writing #blogging #creativity #creativespark #creativespace #catswithbooks #reading #creativitycoach #igreads #igczyta #bookstagrampl #pisanie #blogowanie #kreatywność #coachkreatywności #kreatywnaprzestrzeń #iskrakreatywności #wątpliwości #niebieskiczwartek #kotyiksiążki #twijfels #creativiteit #creatieveruimte #creatievevonk #schrijven #bloggen #bookstagramnl #lezenisleuk

A post shared by Anna Maria Boland (@annamboland) on

I tak jak napisałam pod zdjęciem powyżej zaczęłam się zastanawiać nad moją bytnością na Instagramie. Bardzo lubię tę aplikację i wcale nie mam zamiaru z niej rezygnować, ale nie chcę, żeby mnie ograniczała, blokowała i odciągała do bloga. Tęsknię za blogiem, za pisaniem w ogóle. To właśnie ten brak wywołuje we mnie największe frustracje i poczucie niespełnienia.

Oczywiście, że znalazłam rozwiązanie na moje problemy. Po części dzięki niektórym komentarzom. Moje życie to coś więcej niż książki, ale też więcej niż Instagram. Mogę więc dzielić treści pomiędzy różne media.

Wiem, że to oczywiste, ale jakoś do tej pory to do mnie nie docierało.

I tak, na Instagramie mogę pisać głównie o książkach, choć pewnie nigdy nie będzie to profil czysto książkowy, a tutaj o innych życiowych aspektach. Mogę powtarzać treści z Insta tutaj albo tam blogowe. Mogę tutaj rozwijać myśli, które tam podaję w skrócie. Mogę pisać o czymś zupełnie innym. Nie muszę się ograniczać to jednej tematyki, nie muszę się ograniczać do jednego medium. Nie muszę nic. Poza tym, co muszę, bo inaczej się uduszę.

Mały krok

Death_to_stock_photography_wild_5
Zdjęcie: Death to the Stock Photo

Rozumiem wspinaczy wysokogórskich. Są oni i góra. Dzisiaj idziesz dalej albo czekasz. Jutro nie istnieje. Życie w górach jest ciężkie, ale proste. Sprawy ważne i mniej ważne muszą poczekać. Robisz tylko to, po co przyjechałeś. Pełne skupienie na celu. Ostatnio bardzo mi tego brakuje. Continue reading Mały krok

Po powrotne zmagania z pisaniem

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moje pisarskie mięśnie potrzebują rozruchu. Mam wrażenie, że każde zdanie jest słabe, a słowa nie chcą ze mną współpracować. Odzwyczaiłam się. Nie wiem jak to sensownie robić. Nawet się boję otworzyć zeszyt i pisać tam bez ładu i składu, bo brak mi słów, bo nie potrafię przelać myśli na papier. Continue reading Po powrotne zmagania z pisaniem

Zaczynam od nowa. Dubel 1024.

IMG_8334

Wrzesień. Ponad połowa roku za nami. Nie wiem kiedy to się stało. Nie były to łatwe miesiące. Choroba teścia, która się ciągnie, reorganizacja w pracy i związana z tym niepewność, niepisanie wywołane tym wszystkim. Rok zaczęłam z przytupem i wielkimi planami, a jest jak jest, nie najlepiej. Nie jestem tam gdzie chciałam być i musiałam się w tym odnaleźć. Nie jest łatwo, ciągle szukam nowej drogi, nowego miejsca na wszystko to, co chcę robić. Czytaj dalej

To był maj

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Napisałam ten tytuł i od razu zaczęłam nucić „Małgośkę” Rodowicz. Teraz się jej pewnie do wieczora nie pozbędę.

Dzielę się z Wami, żeby nie być samej w tym szaleństwie.

Maj, ach ten maj. Według Instagrama i Twittera to ulubiony miesiąc całej Polski, a ja się cieszę, że się właśnie skończył. Jakoś mi nie przypadł do gustu w tym roku. Połamał mnie psychicznie trochę i choć jestem mu za to wdzięczna, to bez żalu się z nim żegnam. Czytaj dalej

To był kwiecień

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedna trzecia roku za nami. Roku, na który mam wielkie plany, ale słabo mi wychodzi ich realizacja. Plan bycia fit jak na razie ma się najlepiej w formie Projektu 40. Reszta jest w stanie opłakanym i zaczynam mieć tego trochę dosyć. Nie wiem czy to wpływ pogody czy też sama siebie blokuję, ale czas zacząć ruszać mózgownicą, nie tylko kończynami. Czytaj dalej

Czego regularny trening uczy mnie o pisaniu

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Słabo mi ostatnio idzie z pisaniem. Właściwie “słabo” to nie jest dobre słowo. Idzie mi do dupy, znaczy się nie idzie mi wcale. Ciągle czekam. Na nowy pomysł, na lepszy moment w pracy, na więcej spokoju w głowie. Czekam i wypatruję tego momentu, w którym usiądę i będę pisać. Wyobrażam sobie siebie pochyloną nad klawiaturą, z lekkim szaleństwem w oku, piszącą godzinę po godzinie. I co? I nic. Nie powstają od tego nowe zdania, nie zapisuję pustych kartek. Nawet nowe pomysły się nie pojawiają. Czytaj dalej

Z pamiętnika insomniaczki

img_7160

Och, jak ja dzisiaj zazdroszczę moim kotom. Najchętniej zwinęłabym się w kłębek i nie otwierała oczu. Pobudka w środku nocy i nie udane próby zaśnięcia z powrotem niestety nie dodają mi energii. Dzisiaj walczę z opadającymi powiekami i bardzo żałuję, że nie jest to mój dzień wolny. Czytaj dalej

Walka

rkz2iypkliy-juliette-leufke
Zdjęcie: Juliette Leufke | Unsplash

Ostatnie miesiące to w moim poczuciu ciągła walka. O siebie, o moje marzenia, o siłę, o zdrowie teścia, o poważne traktowanie w pracy. W ostatnich tygodniach pękłam dwa razy, bo zabrakło mi już siły na uśmiech i powtarzanie „będzie dobrze”. Czasem dobrze jest się tak rozpaść, szczególnie jak obok jest ktoś, kto pomoże ci się pozbierać. Czytaj dalej